Rozważanie na sobotę 2.11.2019 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Matka Słowa, które się wydarza

Tajemnica Znalezienia Pana Jezusa.

Maryjo, Matko znajdująca Słowo i wypełniająca je, wybłagaj nam dar uważnego słuchania Słowa Boga. Wstawiaj się za nami, abyśmy się Bożego Słowa nie bali, abyśmy chcieli zawsze wprowadzić to Słowo w czyn. Niech Słowo Ojca Przedwiecznego waży więcej niż słowo człowieka. Chcemy na Twój wzór, Maryjo, żyć Słowem, które wychodzi z ust Bożych.

Ewangelie opowiadające o Matce Bożej są dla nas szkoła życia. Maryja, „Matka wspólnoty Uczniów”, „Matka pomagająca odkryć powołanie do służby w Kościele”, uczy nas życia podobającego się Bogu. Wejdźmy najpierw do domu w Nazarecie, by przysłuchać się scenie Zwiastowania. Co w tej scenie uderza? Uderza to, że Maryi nic nie zostaje wyjaśnione. Co to bowiem znaczy: „Pełna łaski”? (Łk 1,28). Co znaczy odpowiedź: „Duch Święty zstąpi na Ciebie” (Łk 1,35) udzielona na Jej pełne skromności pytanie: „Ale jak to będzie? Jestem dopiero narzeczoną, nie jestem jeszcze małżonką?”.

Nie tylko w przestrzeni wiary, ale i w naszym życiu tak wiele spraw jest i pozostanie niezrozumiałych. Jak trudno jest czasami wyjaśnić żonie, mężowi, dzieciom różnego rodzaju sytuacje życia małżeńskiego, rodzinnego. Tak często powtarzamy z jakąś bezsilnością: „Ty niczego nie rozumiesz” albo prosimy: „Zrozum mnie! Spróbuj mnie zrozumieć!”. Jak często prosimy: „Zaufaj mi! Nie potrafię wyjaśnić tobie, dlaczego tak czuję, myślę, ale: zaufaj mi!”.

Scena Zwiastowania, scena „wybrania przed wiekami”, uczy najpierw zgody na niezrozumienie. Zgody na to, że wiele spraw zrozumiem z czasem. Że są sprawy, które staną się dla mnie jasne pod koniec mojego życia. Że są sprawy. które zrozumiem, gdy będę już z drugiej strony życia. Może jest też coś, czego nie zrozumiem nawet tam. I że to jest w porządku, że nie zrozumiem. Uczy tego Służebnica Pańska, pełniąca wolę Boga nie rozumiejąc jej. Maryja nie domaga się wyjaśnień, gwarancji. Wypowiada natomiast słowa tak ważne, że i my je powtarzamy trzy razy w ciągu dnia: rano, w południe i wieczorem: „Oto Ja, Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38).

Trzeba, aby słowa te były programem naszego życia, aby stały się modlitwą: „Chcę, aby moim życiu wszystko działo się bezustannie według Słowa Boga”. Jak bardzo boleśnie przekonujemy się, jak mało warte jest słowo człowieka. Chciałoby się zawołać: gdzie te czasy, gdy słowo polskiego szlachcica szanowali nawet innowiercy i wrogowie. Jeśli ten człowiek dał słowo, to go na pewno dotrzymał. Gdzie te czasy!

Gdzie te czasy, gdy mężczyzna wstydził się nie dotrzymać słowa. Gdzie te czasy, gdy rzemieślnik, szewc, mechanik, jeśli obiecał, że rzecz oddana do naprawy będzie gotowe w określonym terminie, to tak było. Co się stało ze słowem człowieka?

W całej toczącej się dyskusji wokół sakramentalności małżeństwa, wokół dopuszczanie osób związanych powtórnym węzłem cywilnym do Komunii św. chyba nam umknęło pytanie: „Człowieku, to co jest warte twoje słowo dane w obliczu Boga?”

Jeśli gdzieś takie osoby przystępują do sakramentów świętych, to jest to nadużycie. Tam, gdzie tak się dzieje, ponieważ tam się nie szanuje słowa.

Dlatego niech słowa Maryi, „przykładu chrześcijańskiego życia”, staną się naszą prośbą, żeby nam się działo w życiu według Słowa Boga. To jest pokorna modlitwa, aby w naszym życiu działo się tak, jak Bóg chce, a nie tak, jak chce człowiek.

Zauważmy, jak bardzo boli nas, gniewa i denerwuje, gdy ktoś chce nas uszczęśliwić na siłę. I daje nam do zrozumienia albo mówi wprost, bez ogródek: „Jesteś za głupi, by to zrozumieć, jesteś niedorajdą, ja lepiej od ciebie wiem, co jest dla ciebie dobre i czego naprawdę potrzebujesz”. Jak bardzo się wtedy denerwujemy, gdy nam ktoś mówi, że wie lepiej od nas, czego chcemy, co mamy myśleć i jakie są nasze potrzeby. Nikt z nas nie chce złotej klatki. Zauważmy, że również Pan Bóg w klatce nas nie zamyka. Można nie pełnić woli Boga. Wtedy jednak bardzo często muszę pełnić wolę innego człowieka. Inaczej usłyszę: „Nie podoba się tobie? Na twoje miejsce znajdę dziesięciu chętnych”.

Boimy się woli Bożej, myślimy, że wola Boga to cierpienie, choroba, niepełnosprawność, w końcu śmierć. Czy tak jest? Chyba jednak nie. Skąd wiemy, że jednak nie? Z przyglądania się ludziom, którzy pełnili wolę Bożą. Zobaczmy, jak odruchowo mówimy dobrze o dziadkach oraz o rodzicach. Niemal automatycznie stawiamy własnym dzieciom za wzór naszych rodziców. Powiadamy: Dziadek byłby z ciebie dumny; babci by się to nie podobało. Mówimy: Moi rodzice byli bardzo wierzący. To zaś znaczy, że pełnili wolę Boga. Ich życie było piękne. Tak nam bardzo rodziców brakuje, gdy już odeszli do domu Ojca w niebie.

Obydwie wojny, popełniane przestępstwa, nie były ani nie są wolą Boga. Wola Stwórcy wyrażona jest w dziesięciu przykazaniach. Nie jest wolą Boga, aby ludzie się ranili, zachowywali niemoralnie, kłamali… Dlatego ze słów Matki Bożej trzeba nam uczynić program życia. „Niech mi się stanie według twego słowa”.

W Dzienniczku św. Siostry Faustyny Pan Jezus opowiada świętej zakonnicy, w jaki sposób zabiega o nawrócenie grzesznika. Mówi Zbawca: „Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem moim, wpadną w sprawiedliwe ręce moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze na nich czekam, wsłuchuję się w tętno ich serca, gdy uderzy dla mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie moje łaski, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im, czego pragną” (Dz. 1728).

„I daję im, czego pragną”. Spróbujmy pozostać z doniosłością tej myśli. Nie tego chciałem dla ciebie, człowieku. Skoro jednak tak bardzo tego chcesz, to proszę. Tak rozumują ludzie: „Ksiądz mi nie będzie mówił, jak mam żyć, ksiądz nie będą mi rozkazywał. Będę pełnił moją wolę!”.

Mam zatem, czego chcę: pod dostatkiem doznań emocjonalnych, mężczyzn, kobiet, pieniędzy, rozrywek… Czy ludzie są od tego szczęśliwi, że robią to, co chcą? Pamiętamy to wszyscy ze szkoły: kolega lub koleżanka, którzy się nie uczyli i robili, co chcieli. Wagarowali, dostawali jedną po drugiej ocenę niedostateczną. Zostawali na drugi rok w tej samej klasie. Niewątpliwie robili, co chcieli. Gdzie są dziś? Jeśli w ogóle jeszcze są na tym świecie?

Prośmy razem z Maryją, aby nie działa się w naszym życiu wola człowieka, bo jest ona bardzo mała. My siebie samych ledwo znamy, co dopiero innych ludzi. Dlatego najmądrzejsze, co mogę powiedzieć dziecku: „Życzę tobie, aby się w twoim życiu działa wola Boża. Czy ja wiem, co jest dla ciebie dobre? Wydaje mi się, że byłoby dobrze, gdybyś poszedł na studia. Nie bardzo chcę, żebyś wyjechał za granicę. Tak naprawdę jednak nie wiem, co jest dla ciebie dobre. Niech się więc w twoim życiu dzieje wola Boża. Wtedy bowiem będziesz szczęśliwy. Nie będzie ci może wygodnie, ale będziesz wiódł szczęśliwe, udane życie”.

Czy w ogóle jest możliwe, aby człowiekowi przez całe życie było lekko, łatwo i przyjemnie? Rozumiemy, że tak się nie da. W ludzkie życie wpisany jest pot, łzy i ból. Mimo to człowiek może być szczęśliwy, gdy pełni nie swoją wolę, lecz wolę Bożą. Zawsze dla człowieka najlepszą.

Człowiekowi tylko się wydaje, że może być szczęśliwy już nie tylko obok Pana Boga, ale przeciwko Niemu. Największych cierpień przysporzyli innym ludziom ci, którzy chcieli zbudować raj tu, na ziemi. Tymczasem budowali jedynie wielkie obozy koncentracyjne i gułagi.

Dlatego, choć tylu spraw z naszego życia nie rozumiemy, codziennie z wielkim przekonaniem powtarzajmy za Maryją: „Oto Ja, Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38). Wtedy moje życie będzie trudne, i to jeszcze jak trudne, ale będzie miało sens. Dopiero po czasie zorientuję się, że pełniąc wolę Bożą, byłem szczęśliwy.

Plik Worda do pobrania

Close Menu
×
×

Koszyk