Serdecznie zapraszamy w pierwszą sobotę miesiąca do Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. 
  • godz. 10.30 – Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP.
  • godz. 11.00 – Msza św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Lityńskiego, Biskupa Zielonogórsko-Gorzowskiego, podczas której zostanie dokonany akt zawierzenia FATIMSKIEGO APOSTOLATU NIEPOKALANEGO SERCA MARYI.
  • po Mszy św. Różaniec z rozmyślaniem
  • ok. godz. 13.15  – poświęcenie pamiątekm.

Rozważanie na sobotę 4.01.20209 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Dostrzegać godność każdego człowieka

Tajemnica Ukoronowania Najświętszej Maryi Panny

Maryjo, Matko tkliwa i potężna, Towarzyszko naszych dróg, wyjednaj nam dar szacunku dla każdej kobiety. Uczyń nas ludźmi wrażliwymi na drugiego człowieka. Umocnij kroki nas, pielgrzymów ulegających zmęczeniu, wspomóż nas w poszukiwaniu Oblicza Pańskiego. Obyśmy za Twoim wstawiennictwem stawali się ludźmi coraz bardziej wrażliwymi na Boży obraz i podobieństwo, obecne w każdym człowieku.

Rozważanie

W powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Hrabina Cosel znajduje się taka scena: kilku dworzan króla Augusta II Mocnego licytuje się podczas pijackiej biesiady urodą znanych sobie kobiet.

„– Kochana akcyzo! — zawołał głośno — wstyd mi za ciebie, kłamałaś bezwstydnie i to w obec króla jegomości, żartowałaś sobie z nas i z niego. Przypuszczam chętnie, że żona takiego łotra jak ty i kobieciarza, nie może być koczkodanem, ale do Wenery i bogini, a nawet do księżnej Teschen ją porównywać, to były żarty!

Hoymowi znowu wino grało w głowie.

– Com mówił – rzekł z gniewem – to była prawda!

– Stawię tysiąc dukatów w zakład — o! — krzyknął Fürstemberg — że żona twoja od innych dam dworu piękniejszą być nie może…

Hoymowi dolewano wina… akcyza piła z rozpaczy…

— Trzymam zakład! — zgrzytnął zębami blady i pijany — trzymam…

Być może mamy tu do czynienia z jedną z najmocniejszych scen w literaturze światowej, opisującą pogardę dla kobiety żywioną przez zdegenerowanych mężczyzn.

Chciejmy przy okazji naszego nabożeństwa w duchu wiary rozważać o kobiecie, jej równości, a jednocześnie o jej wyjątkowości. Chciejmy się dziś modlić za wszystkie kobiety, jakie Bóg postawił nam na drodze życia. Będziemy dziś wspominali przede wszystkim nasze matki, żyjące i zmarłe, ale także matkę chrzestną, babcię, nauczycielki, może lekarki, kobietę, w której odkryłem miłość mojego życia, inne jeszcze kobiety, które z jakiegoś powodu były lub są dla nas ważne.

W patrzeniu na kobietę widać ogromną dwuznaczność: z jednej strony deklarowany szacunek, nikt nie kwestionuje wysiłku i pracy kobiet. Ustępuje się jej miejsca, całuje w rękę i przepuszcza przodem.

Spełnia się toast za zdrowie pań, dawnymi czasy toast ten z kawalerska fantazja spełniano z damskiego trzewiczka… Przy kobiecie się nie przeklina, nie wolno jej też uderzyć nawet kwiatem… I cała poezja: do kobiety i o kobiecie, pisana przez mężczyzn…

Z drugiej jednak strony pornografia ma się niestety dobrze. Nie słychać też, aby ogłaszały upadłość przybytki uciech… I w męskim towarzystwie bez żenady opowiada się nierzadko sprośne anegdoty…

Warto zobaczyć, że chrześcijaństwo głosił Dobrą Nowinę, której istotnym elementem jest promocja i obrona kobiety. Chrześcijaństwo jako system religijno-etyczny torowało drogę kobieto w świecie, który ich nie szanował, który je poniżał, wykorzystywał.

Platon pisał: „Powinno się dziękować bogom, że jest się mężczyzną, bytem wolnym od braków”. Zrozumiałe więc, dlaczego to Pandora spowodowała rozprzestrzenienie się wszelkiego zła, skoro bogowie, chcąc się zemścić na ludziach, wynaleźli kobietę i wraz z nią sprowadzili na świat bierność, wielość, materię, bezład.

W swej historii nie raz upominał się Kościół o godność, o prawa, o człowieczeństwo kobiety. Bo nieprzerwanie w świadomości Ludu Bożego i w jego modlitwie była obecna prawda, którą dziś wyznajemy, że Maryja z duszą i ciałem została wzięta do nieba. Cześć dla Dziewicy i Matki do nieba wziętej przybierała w Kościele różne formy: ukazywania ideału czystości i dziewictwa dla Królestwa Bożego, zdecydowanej obrony nierozerwalności małżeństwa, nie będącej niczym innym jak obroną kobiety przed upokorzeniem i życiem w skrajnej nędzy.

W 1534 r. papież Klemens VII wolał pogodzić się z oderwaniem przez Henryka VII Królestwa Anglii od Kościoła katolickiego, aniżeli wyrazić zgodę na oddalenie przez monarchę prawowitej żony, Katarzyny Aragońskiej.

Potrafił też Kościół odrzucić wszystkie nurty refleksji teologicznej, które chciałyby uzasadnić umniejszanie godności i znaczenia kobiety. Za wierność Jezusowi Chrystusowi, który wziął swoją Matkę z ciałem i duszą do nieba, i który wciąż chce, by w Jego Kościele głoszono świętość kobiety, płacił także Kościół nieraz wielka cenę. Czasem był to otwarty atak lub wrogość, kiedy indziej, tak jak dziś: szyderstwa, kpiny, oskarżenia o wstecznictwo, o powodowane stresów…

Chciejmy dostrzec, że wierna obrona przez Kościół zasad moralnych dotyczących korzystania z daru przekazywania życia, będąc aktem wierności Bogu i Jego nauce, jest jednocześnie obroną kobiety i wyrazem szacunku dla niej. Jest obroną kobiety przed manipulacją, przed urzeczowieniem, przed wykorzystywaniem, przed wyrządzaniem kobiecie nieraz bardzo poważnych krzywd.

Jest także hołdem złożonym kobiecie, gdyż każdy akt szacunku czy obrony kobiety, jest hołdem złożonym Ozdobie Paradyża, Królowej diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Tak teologiczny wymiar szacunku dla kobiety rozumiał Prymas Tysiąclecia: „Z woli Bożej jestem znowu wśród gromady kobiet. Zapamiętaj sobie: ilekroć wchodzi do twego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż byłbyś najbardziej zajęty. Wstań, bez względu na to, czy weszła matka przełożona, czy siostra Kleofasa, która pali w piecu.

Pamiętaj, że przypomina ci ona zawsze Służebnicę Pańską, na imię której Kościół wstaje. Pamiętaj, że w ten sposób płacisz dług czci twojej Niepokalanej Matce, z którą ściślej jest związana ta niewiasta niż ty. W ten sposób płacisz dług wobec twej rodzonej Matki, która ci usłużyła własną krwią i ciałem…

Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą męską wyniosłość i władztwo… Wstań nawet wtedy, gdyby weszła najbiedniejsza z Magdalen… Dopiero wtedy będziesz naśladować Twego Mistrza, który wstał z tronu po prawicy Ojca, aby zstąpić do Służebnicy Pańskiej… Wtedy dopiero będziesz naślasdował Ojca Stworzyciela, który Ewie na pomoc przysłał Maryję… Wstań, bez zwłoki, dobrze ci to zrobi” (Komańcza, 8 grudnia 1955).

Trzeba nam dziś dostrzec koniecznie, że dyskusja wokół roli kobiety i jej godności wcale nie została zamknięta raz na zawsze wraz z przyznaniem je takich lub innych praw.

Nie brakuje zakładów, mających kobietę za przedmiot, zakładów równie odrażających jak opisany przez Józefa Ignacego Kraszewskiego, a nawet jeszcze bardziej. Są one, podobnie jak inne zachowania, urągające czci dla kobiety, są smutnym świadectwem męskich kompleksów, lęków, a najbardziej – grzechu.

Dziś spójrzmy na siebie jako na wezwanych do głoszenia chwały Matki Bożej. Każda prawda wiary jest po coś. Nie jest teorią, z której wynika niewiele albo zgoła nic. Każdą prawdą wiary warto i trzeba żyć.

Warto dziś zapytać siebie, za którą kobietę, żyjącą lub zmarłą, powinienem się szczególnie modlić? Którą kobietę powinienem przeprosić? Przepraszajmy dziś za sięganie po publikacje obrażające godność kobiety. Przez wstawiennictwo Paradyskiej Pani, ale także Ucieczki Grzeszników, prośmy Boga o wybaczenie słów, zachowań raniących godność kobiety. Prośmy Ozdobę Paradyża, Mistrzynię wiary, aby nam wyprosiła łaskę zrozumienia, że do pełni chrześcijaństwa, do pełni wiary, potrzebujemy rozumienia godności kobiety i mężczyzny. Prośmy, aby spełniło się na nas błogosławieństwo średniowiecznej modlitwy: „Ktokolwiek czci żeńską twarz, Matko Boża, tego tym obdarz: Przyjmij go za sługę swego, zachowaj przed grzechem śmiertelnym. I też od zgonu nagłego” (O zachowaniu się przy stole).

Plik Worda do pobrania

Rozważanie na sobotę 7.12.2019 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Wierzyć, nie rozumiejąc

Tajemnica Zwiastowania Pańskiego. 

Maryjo, Matko Oczekiwania, daj nam oliwy, aby nie zgasły nasze lampy. Jeżeli dziś tak często nie potrafimy już czekać to dlatego, że wszystko chcemy zrozumieć, zmierzyć i zbadać. Wierzymy już tylko w to, co widzialne i dotykalne. Strażniczko Tajemnicy, wzbudź w nas na nowo szacunek dla tajemnicy, dla tego, co niewytłumaczalne. Uczyń nas sługami tajemnicy, naucz strzec tajemnicy aż do czasu, gdy stanie się pełną miłości pewnością.

Rozważanie

Gdy czytamy Ewangeliczne rozmowy Jezusa ze swoją Matką, szybko stajemy bezradni wobec otaczającej je tajemnicy. Pierwsza – bardzo trudna – rozmowa Jezusa z Maryją odbywa się w świątyni. „Czemu Mnie szukaliście?” (Łk 2,49). Co to jest w ogóle za wypowiedź? „Czy nie wiedzieliście?” (Łk 2,49), trudne pytnie. 

Później zapada zasłona milczenia na bardzo wiele długich lat. Trzydziestoletniego Jezusa zobaczymy w Kanie. Tam odbędzie się kolejna rozmowa. Uprzejmi ludzie zaprosili Jezusa. Nie wypadało nie zaprosić Jego Matki, zwłaszcza, że jest wdową. Gdyby nią nie była, zaproszono by także Józefa. „Synu…” „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4). 

Minie trochę czasu, krewni Jezusa dojdą do wniosku, że „odszedł od zmysłów” (Mk 3,21). Chcą Go sprowadzić do Nazaretu. Razem z nimi pójdzie Jego Matka. Ktoś taktownie zwróci Mu uwagę: „Jest Twoja Matka, są też twoi krewni, chcą z Tobą mówić” (por. Łk 8,20). Słuchacze usłyszą odpowiedź: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21). Ostatnią, może najtrudniejszą wypowiedź, Jezus skieruje do Matki z krzyża: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19,26). To wtedy jest Matką „przyjmująca pod krzyżem Jana za syna”. Słyszy jednak nie: „Mamo”, lecz: „Niewiasto”. 

Wszystkie co do jednej rozmowy Maryi z Jezusem są bardzo trudne. Ich sensu nie rozumiemy ani my, ani Ona. Może również dlatego Matka naszego Pana jest nam tak bliska? Bo nasze rozmowy też są trudne. Żeby ktoś tylko powiedział: „Niewiasto”. Ale mąż do żony potrafi się odezwać słowem o wiele bardziej raniącym. Żony nie bywają mężom dłużne. Rozumiemy jednak, że to nie prowadzi do niczego dobrego. 

Rozmawiamy o ważnych sprawach. Gdy narzeczony naradza się z narzeczoną, to rozmawiają o ważnych sprawach. Gdy kłócą się małżonkowie, to są to sprawy ważne, choć z boku patrząc, wydawałyby się błahe. Z dorastającymi dziećmi nie ma łatwych rozmów. 

Trudne rozmowy często przeradzają się w krzyk, we wzajemne obrażanie siebie. Większość naszych rozmów to są trudne rozmowy. Możemy powiedzieć, że Maryja cierpliwie słuchająca modlitw jest Matką i Patronką trudnych rozmów. Dlaczego rozmowy Maryi są tak trudne? Bo to nie jest zwyczajne Dziecko. To jest Syn Boga, którego wspomaga w Jego zbawczej misji. Nawet jak ma 12 lat, to nie jest zwyczajne Dziecko. To nie jest zwyczajny Syn. 

I tak odkrywamy coś ważnego, że nie są proste nie tylko nasze rozmowy z żoną, mężem, z dziećmi, nawet z rodzoną siostrą i z bratem, nawet z własnymi rodzicami, będącymi w podeszłym wieku. 

Także nasza rozmowa z Bogiem, czyli modlitwa, nie jest łatwa. Wystarczy pomyśleć o modlitwie podejmowanej po niewysłuchanej prośbie, żeby mama albo tato odzyskali zdrowie, a tymczasem jest już po pogrzebie. Co ja ma teraz Tobie, Panie Jezus, powiedzieć, gdy się modliłem o tyle spraw? 

Co ja mam Tobie teraz, Panie Jezu, powiedzieć, gdy mąż znowu przyszedł pijany? I tak już dzieje się wiele długich lat. Co ja mam Tobie, Panie Jezu, powiedzieć, gdy zostawiła mnie żona, gdy córkę zostawił zięć? 

Większość naszych modlitw jest bardzo trudnych. Inaczej jednak nie będzie. Dlaczego inaczej nie będzie? Ponieważ nie będzie nam na ziemi dane poznanie całości woli Bożej. Bóg nam objawił to, co jest potrzebne, abyśmy osiągnęli zbawienie – wyłącznie z Jego łaski – innym zaś, zwłaszcza współmałżonkowi i dzieciom, do zbawienia dopomogli. Całej jednak reszty woli Bożej po prostu nie znamy. 

Tak jak Maryja nie wie wszystkiego o swoim Synu. Nie rozumie, czemu tak się dzieje. Może Jej wyjaśniał różne rzeczy. Może przyszedł do Niej po zmartwychwstaniu, bo niepodobna, żeby Jej nie odwiedził.

Taka jest nasza wiara, którą powierzamy wstawienniczej opiece Tej, która jest wzorem posłuszeństwa. Nasza wiara nie jest wymysłem człowieka, dlatego nie mamy gotowych odpowiedzi na wszystko, jak wyznawcy innych religii. Na przykład, że to jest twój los, twoje przeznaczenie. Masz za swoje cierpieć, dlatego cierpiącemu nie należy pomagać. Jeśli był dobry, odrodzi się gdzieś tam jako kolejny człowiek lub zwierzę lub kamień. 

Nie znamy i nie poznamy na ziemi wszystkich odpowiedzi. Co z tego wynika? To, że mamy być ludźmi wiary. Nie wiedzy, ale wiary. 

Naśladować Matkę Najświętszą, to być człowiekiem wiary: nie rozumiem, ale wierzę, że to ma sens, którego może nawet nie przeczuwam. Tobie, Boże, wierzę. Wierzę, że tak zrządziłeś. I że to ma wielki sens. 

Maryja jest Mistrzynią trudnej wiary, która nie ma gotowych odpowiedzi na wszystko. Na najtrudniejsze pytanie w ogóle nie ma odpowiedzi. Na pytania zaczynające się od „dlaczego?” odpowiedź brzmi: „Nie wiem”.

A jednak przeczytamy jeszcze, że w Wieczerniku uczniowie przebywali razem z Maryją, Matką Jezusa (por. Dz 1,13-14). Z jedenastoma uczniami oraz grupą innych uczniów była Jego Matka. Jest Matką wspólnoty uczniów. Tak, to jest wiara. Trzeba na wiarę przyjąć, że tak trzeba, że Bóg w tym widzi jakiś sens. Trzeba się zgodzić na trudne rozmowy. 

Może ważnym owocem naszego maryjnego czuwania będzie zgoda na odbycie jakiejś trudnej rozmowy? Takiej bez krzyku, bez wyzwisk, bez oskarżeń: „bo to wszystko twoja wina, bo w twojej rodzinie zawsze tak było, bo ty zawsze, bo ty nigdy…”.

Zgoda na trudną rozmowę: „Bardzo mnie boli, gdy tak postępujesz; martwię się twoją sytuacją. Może zasiądziemy do takiej bardzo trudnej rozmowy, choćby trwającej bardzo długo?”.

W której nie powiem, że kogoś nienawidzę, ale że mam żal. Trzeba to sobie powiedzieć. Najważniejsze rozmowy są trudne. I bolą. One jednak leczą. Prawda to najsolidniejszy fundament, jaki może być. Człowiek ma prawo również Panu Bogu powiedzieć, że ma żal. Iluż to bohaterów Biblii miało do Pana Boga żal. 

Jeremiasz powie: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20,7). Hiob dojdzie do wniosku, że lepiej by było dla niego, gdyby się nie urodził (por. Hi 3,3). Jonasz ucieka przed Bogiem, a Piotr zapyta wprost: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” (Mt 19,27). Stwórca się na tych ludzi nie obraża. Spokojnie wyjaśnia tyle, ile uzna za stosowne. 

Tak, nie mamy odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Tak, nie wiemy, dlaczego coś się stało lub nie wydarzyło. Jesteśmy jednak ludźmi wiary. Wierzę więc, że Ty, Boże, w tym dostrzegasz sens. Wierzę, że tak jest dla mnie dobrze. Wierzę, że to jest Tobie, Boże, potrzebne. 

I ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że taka wiara jest wystarczająco mocna, by tyle pokoleń Polaków przeprowadzić przez popowstańcze zsyłki, przez okropieństwa wojny, niemieckich obozów koncentracyjnych, sowieckich łagrów, powojenną tułaczkę… 

Ta wiara, która ma tyle niewiadomych, ma z drugiej strony tak wielką moc, że człowieka przez te wszystkie doświadczenia przeprowadziła. Przeprowadzi również nas. Także nam pomoże. W nie łatwych czasach. Zresztą, które były łatwe? Wiara, która każe przyjąć na słowo, że tak jest i tak ma być. Wiara, która każe trwać przy Jezusie i Jego Kościele. Ta wiara nas przeprowadzi. 

Można się oczywiście na Pana Boga obrazić. Można odejść. Tylko dokąd? Odejście od wiary to jest zawsze odejście w rozpacz i bezsens. Wiara to pretensje, łzy, ból i żal do Pana Boga, ale to nie jest rozpacz. To nie jest bezsens. Wiara i bezsens to są dwie różne sprawy. 

Maryja, spokojnie słuchająca bardzo trudnych, niczego niewyjaśniających słów swojego Syna, jest dalej Jego Matką. Trwa przy Nim. Gdy Go już nie będzie, pozostanie z Jego uczniami. Ponieważ jest Matką Kościoła. Uznała, że warto być z tymi, którzy wierzą, że Jej Syn jest Bogiem. Podobnie jak my. I tak to już trwa 2000 lat. Wiara będzie trwała również wtedy, gdy nas nie będzie. Tej wiary nie chciejmy się wyrzec.

Plik Worda do pobrania

Rozważanie na sobotę 2.11.2019 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Matka Słowa, które się wydarza

Tajemnica Znalezienia Pana Jezusa.

Maryjo, Matko znajdująca Słowo i wypełniająca je, wybłagaj nam dar uważnego słuchania Słowa Boga. Wstawiaj się za nami, abyśmy się Bożego Słowa nie bali, abyśmy chcieli zawsze wprowadzić to Słowo w czyn. Niech Słowo Ojca Przedwiecznego waży więcej niż słowo człowieka. Chcemy na Twój wzór, Maryjo, żyć Słowem, które wychodzi z ust Bożych.

Ewangelie opowiadające o Matce Bożej są dla nas szkoła życia. Maryja, „Matka wspólnoty Uczniów”, „Matka pomagająca odkryć powołanie do służby w Kościele”, uczy nas życia podobającego się Bogu. Wejdźmy najpierw do domu w Nazarecie, by przysłuchać się scenie Zwiastowania. Co w tej scenie uderza? Uderza to, że Maryi nic nie zostaje wyjaśnione. Co to bowiem znaczy: „Pełna łaski”? (Łk 1,28). Co znaczy odpowiedź: „Duch Święty zstąpi na Ciebie” (Łk 1,35) udzielona na Jej pełne skromności pytanie: „Ale jak to będzie? Jestem dopiero narzeczoną, nie jestem jeszcze małżonką?”.

Nie tylko w przestrzeni wiary, ale i w naszym życiu tak wiele spraw jest i pozostanie niezrozumiałych. Jak trudno jest czasami wyjaśnić żonie, mężowi, dzieciom różnego rodzaju sytuacje życia małżeńskiego, rodzinnego. Tak często powtarzamy z jakąś bezsilnością: „Ty niczego nie rozumiesz” albo prosimy: „Zrozum mnie! Spróbuj mnie zrozumieć!”. Jak często prosimy: „Zaufaj mi! Nie potrafię wyjaśnić tobie, dlaczego tak czuję, myślę, ale: zaufaj mi!”.

Scena Zwiastowania, scena „wybrania przed wiekami”, uczy najpierw zgody na niezrozumienie. Zgody na to, że wiele spraw zrozumiem z czasem. Że są sprawy, które staną się dla mnie jasne pod koniec mojego życia. Że są sprawy. które zrozumiem, gdy będę już z drugiej strony życia. Może jest też coś, czego nie zrozumiem nawet tam. I że to jest w porządku, że nie zrozumiem. Uczy tego Służebnica Pańska, pełniąca wolę Boga nie rozumiejąc jej. Maryja nie domaga się wyjaśnień, gwarancji. Wypowiada natomiast słowa tak ważne, że i my je powtarzamy trzy razy w ciągu dnia: rano, w południe i wieczorem: „Oto Ja, Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38).

Trzeba, aby słowa te były programem naszego życia, aby stały się modlitwą: „Chcę, aby moim życiu wszystko działo się bezustannie według Słowa Boga”. Jak bardzo boleśnie przekonujemy się, jak mało warte jest słowo człowieka. Chciałoby się zawołać: gdzie te czasy, gdy słowo polskiego szlachcica szanowali nawet innowiercy i wrogowie. Jeśli ten człowiek dał słowo, to go na pewno dotrzymał. Gdzie te czasy!

Gdzie te czasy, gdy mężczyzna wstydził się nie dotrzymać słowa. Gdzie te czasy, gdy rzemieślnik, szewc, mechanik, jeśli obiecał, że rzecz oddana do naprawy będzie gotowe w określonym terminie, to tak było. Co się stało ze słowem człowieka?

W całej toczącej się dyskusji wokół sakramentalności małżeństwa, wokół dopuszczanie osób związanych powtórnym węzłem cywilnym do Komunii św. chyba nam umknęło pytanie: „Człowieku, to co jest warte twoje słowo dane w obliczu Boga?”

Jeśli gdzieś takie osoby przystępują do sakramentów świętych, to jest to nadużycie. Tam, gdzie tak się dzieje, ponieważ tam się nie szanuje słowa.

Dlatego niech słowa Maryi, „przykładu chrześcijańskiego życia”, staną się naszą prośbą, żeby nam się działo w życiu według Słowa Boga. To jest pokorna modlitwa, aby w naszym życiu działo się tak, jak Bóg chce, a nie tak, jak chce człowiek.

Zauważmy, jak bardzo boli nas, gniewa i denerwuje, gdy ktoś chce nas uszczęśliwić na siłę. I daje nam do zrozumienia albo mówi wprost, bez ogródek: „Jesteś za głupi, by to zrozumieć, jesteś niedorajdą, ja lepiej od ciebie wiem, co jest dla ciebie dobre i czego naprawdę potrzebujesz”. Jak bardzo się wtedy denerwujemy, gdy nam ktoś mówi, że wie lepiej od nas, czego chcemy, co mamy myśleć i jakie są nasze potrzeby. Nikt z nas nie chce złotej klatki. Zauważmy, że również Pan Bóg w klatce nas nie zamyka. Można nie pełnić woli Boga. Wtedy jednak bardzo często muszę pełnić wolę innego człowieka. Inaczej usłyszę: „Nie podoba się tobie? Na twoje miejsce znajdę dziesięciu chętnych”.

Boimy się woli Bożej, myślimy, że wola Boga to cierpienie, choroba, niepełnosprawność, w końcu śmierć. Czy tak jest? Chyba jednak nie. Skąd wiemy, że jednak nie? Z przyglądania się ludziom, którzy pełnili wolę Bożą. Zobaczmy, jak odruchowo mówimy dobrze o dziadkach oraz o rodzicach. Niemal automatycznie stawiamy własnym dzieciom za wzór naszych rodziców. Powiadamy: Dziadek byłby z ciebie dumny; babci by się to nie podobało. Mówimy: Moi rodzice byli bardzo wierzący. To zaś znaczy, że pełnili wolę Boga. Ich życie było piękne. Tak nam bardzo rodziców brakuje, gdy już odeszli do domu Ojca w niebie.

Obydwie wojny, popełniane przestępstwa, nie były ani nie są wolą Boga. Wola Stwórcy wyrażona jest w dziesięciu przykazaniach. Nie jest wolą Boga, aby ludzie się ranili, zachowywali niemoralnie, kłamali… Dlatego ze słów Matki Bożej trzeba nam uczynić program życia. „Niech mi się stanie według twego słowa”.

W Dzienniczku św. Siostry Faustyny Pan Jezus opowiada świętej zakonnicy, w jaki sposób zabiega o nawrócenie grzesznika. Mówi Zbawca: „Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem moim, wpadną w sprawiedliwe ręce moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze na nich czekam, wsłuchuję się w tętno ich serca, gdy uderzy dla mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie moje łaski, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im, czego pragną” (Dz. 1728).

„I daję im, czego pragną”. Spróbujmy pozostać z doniosłością tej myśli. Nie tego chciałem dla ciebie, człowieku. Skoro jednak tak bardzo tego chcesz, to proszę. Tak rozumują ludzie: „Ksiądz mi nie będzie mówił, jak mam żyć, ksiądz nie będą mi rozkazywał. Będę pełnił moją wolę!”.

Mam zatem, czego chcę: pod dostatkiem doznań emocjonalnych, mężczyzn, kobiet, pieniędzy, rozrywek… Czy ludzie są od tego szczęśliwi, że robią to, co chcą? Pamiętamy to wszyscy ze szkoły: kolega lub koleżanka, którzy się nie uczyli i robili, co chcieli. Wagarowali, dostawali jedną po drugiej ocenę niedostateczną. Zostawali na drugi rok w tej samej klasie. Niewątpliwie robili, co chcieli. Gdzie są dziś? Jeśli w ogóle jeszcze są na tym świecie?

Prośmy razem z Maryją, aby nie działa się w naszym życiu wola człowieka, bo jest ona bardzo mała. My siebie samych ledwo znamy, co dopiero innych ludzi. Dlatego najmądrzejsze, co mogę powiedzieć dziecku: „Życzę tobie, aby się w twoim życiu działa wola Boża. Czy ja wiem, co jest dla ciebie dobre? Wydaje mi się, że byłoby dobrze, gdybyś poszedł na studia. Nie bardzo chcę, żebyś wyjechał za granicę. Tak naprawdę jednak nie wiem, co jest dla ciebie dobre. Niech się więc w twoim życiu dzieje wola Boża. Wtedy bowiem będziesz szczęśliwy. Nie będzie ci może wygodnie, ale będziesz wiódł szczęśliwe, udane życie”.

Czy w ogóle jest możliwe, aby człowiekowi przez całe życie było lekko, łatwo i przyjemnie? Rozumiemy, że tak się nie da. W ludzkie życie wpisany jest pot, łzy i ból. Mimo to człowiek może być szczęśliwy, gdy pełni nie swoją wolę, lecz wolę Bożą. Zawsze dla człowieka najlepszą.

Człowiekowi tylko się wydaje, że może być szczęśliwy już nie tylko obok Pana Boga, ale przeciwko Niemu. Największych cierpień przysporzyli innym ludziom ci, którzy chcieli zbudować raj tu, na ziemi. Tymczasem budowali jedynie wielkie obozy koncentracyjne i gułagi.

Dlatego, choć tylu spraw z naszego życia nie rozumiemy, codziennie z wielkim przekonaniem powtarzajmy za Maryją: „Oto Ja, Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38). Wtedy moje życie będzie trudne, i to jeszcze jak trudne, ale będzie miało sens. Dopiero po czasie zorientuję się, że pełniąc wolę Bożą, byłem szczęśliwy.

Plik Worda do pobrania

Close Menu