W związku z panującą epidemią oraz wprowadzonymi ograniczeniami
w Pierwszą Sobotę Miesiąca kwietnia
zapraszamy do naszego sanktuarium wyłącznie duchowo. 

Zachęcamy, by tego dnia wspólnie modlić się podczas Mszy św. godz. 11.00 dzięki transmisji nabożeństw z Rokitna.

Serdecznie zapraszamy w pierwszą sobotę miesiąca do Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. 
  • godz. 10.30 – Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP – odwołane do czasu ustania epidemii
  • godz. 11.00 – Msza św. 
  • po Mszy św. Różaniec z rozmyślaniem
  • ok. godz. 13.15 – poświęcenie pamiątek – odwołane do czasu ustania epidemii.

Rozważanie na sobotę 2.05.2020 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Tajemnica ustanowienia Eucharystii

Wszechmogący, wieczny Boże, który wyzwoliłeś nas z niewoli grzechu, zbawiając człowieka przez miłość ofiarniczą Twojego Syna, daj nam tak sprawować, adorować i żyć najświętszą Eucharystią, abyśmy napełnieni Duchem Świętym, godnie używali otrzymanej wolności. Niech prawda, dobro i miłość Twoja pomogą nam w pokoju przybliżać Królestwo Boże na ziemi: między narodami, w naszych rodzinach, zakładach pracy, pośród chorych, wątpiących, nie znających Ciebie, który jesteś prawdziwą wolnością. Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który w Duchu Świętym nieustannie jednoczy nas z Tobą na wieki wieków. Amen.

Rozważanie

Jeśli chcemy ponownie odkryć ścisłą więź istniejącą między Kościołem i Eucharystią w całym jej bogactwie, nie możemy zapomnieć o Maryi, Matce i wzorze Kościoła. Maryja zawsze jest z Jezusem i Ona też zawsze prowadzi nas do Jezusa.

Ilekroć jesteśmy przy Matce Zbawiciela, tylekroć jesteśmy także przy Jezusie. W Liście Apostolskim Rosarium Virginis Mariae, uznając Najświętszą Dziewicę za Mistrzynię w kontemplacji oblicza Chrystusa, Jan Paweł II włączył do Tajemnic Światła również ustanowienie Eucharystii. „Maryja – uzasadniał papież – może nas prowadzić ku temu Najświętszemu Sakramentowi, ponieważ jest z nim głęboko związana”.

Jan Paweł II, który powierzył się całkowicie Maryi, pisze o tym szerzej w encyklice Ecclesia de Eucharistia. Do tematu kontemplacji Oblicza Chrystusa Jan Paweł II powracał także w Liście apostolskim Mane nobiscum Domine na Rok Eucharystii.

Zachęcając wiernych do przywiązywania szczególnego znaczenia do Eucharystii niedzielnej i do samej niedzieli, przeżywanej jako specjalny dzień wiary, dzień zmartwychwstania Pana i daru Ducha Świętego.

W Liście Mane nobiscum Domine Jan Paweł II przypomina List apostolski Rosarium Virginis Mariae, gdzie podjął temat kontemplacji oblicza Chrystusa. Obierając za punkt wyjścia perspektywę Maryjną, aby raz jeszcze zachęcić do modlitwy Różańcowej. W tej zachęcie do modlitwy różańcowej jest wierny poleceniu Maryi, zapraszającej właśnie do tej formy modlitwy.

Papież Polak podkreśla, że modlitwa różańcowa skupia się głownie na imieniu i obliczu Jezusa. Jej powtarzający się rytm tworzy swoistą pedagogię miłości, której celem jest rozpalenie w duchu tej samej miłości, jaką Maryja żywi względem swego Syna.

„Dlatego – pisze dalej Jan Paweł II – rozwijając wielowiekową tradycję, postanowiłem, dla nadania temu rodzajowi kontemplacji pełniejszej formy, uzupełnić ją o Tajemnice Światła. Jakże nie umieścić u szczytu Tajemnic Światła najświętszej Eucharystii?”

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ewangelia milczy na temat związku Maryi z Eucharystią. O Matce Pana nie wspominają opisy ustanowienia Eucharystii w wieczór Wielkiego Czwartku. Wiadomo jednak z Dziejów Apostolskich, że Matka Jezusa była obecna wśród apostołów, którzy „trwali jednomyślnie na modlitwie” (Dz 1,14).

Dziewica z Nazaretu była w pierwszej wspólnocie zgromadzonej po Wniebowstąpieniu, w oczekiwaniu na Pięćdziesiątnicę. Z tego faktu Jan Paweł II wyprowadza wniosek, że obecności Maryi nie mogło brakować podczas sprawowania Eucharystii wśród wiernych pierwszego pokolenia chrześcijan, z gorliwością trwających w łamaniu chleba. „Jednak poza Jej uczestnictwem w uczcie Eucharystycznej – pisze dalej Ojciec Święty – związek Maryi z Eucharystią można pośrednio określić, wychodząc od Jej wewnętrznej postawy. Maryja jest Niewiastą Eucharystią w całym swoim życiu. Kościół, patrząc na Maryję jako na swój wzór, jest wezwany do naśladowania Matki Jezusa także w odniesieniu do Najświętszej Tajemnicy”.

Rzeczywiście Eucharystia jest tajemnicą wiary. Tajemnica ta przewyższa nasz intelekt, nasze zdolności poznawcze, a przez to zmusza do jak najpełniejszej uległości Słowu Bożemu. I nikt, tak jak Matka Boża, nie może być lepszym wsparciem i przewodnikiem w takiej postawie. Maryja wszystko zachowywała w sercu i rozważała. Nasze powtarzanie dzieła Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy, będące wypełnienie Jego nakazu: „To czyńcie na moją pamiątkę”, staje się równocześnie przyjęciem zaproszenia Maryi do okazywania Jej Synowi posłuszeństwa bez wahania: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Z matczyną troską, poświadczoną podczas wesela w Kanie Galilejskiej, Maryja zdaje się mówić: nie wahajcie się, zaufajcie słowu mojego Syna. On, który przemienił wodę w wino, ma moc uczynić z chleba i wina swoje Ciało i swoją Krew. Ofiarując wierzącym w tej tajemnicy żywą pamiątkę swej Paschy, aby w ten sposób uczynić z siebie Chleb Życia. Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. To czyńcie na moją pamiątkę.

Maryja jest Niewiastą Eucharystii także na innych etapach swojego życia. W pewnym sensie Matka Najświętsza wyraziła swoją wiarę eucharystyczną jeszcze zanim Eucharystia została ustanowiona. Przez sam fakt ofiarowania swojego dziewiczego łona, aby mogło się dokonać wcielenie Słowa Bożego. Taką gotowość wyraziła podczas Zwiastowania: „Niech mi się stanie według słowa Twego”.

Eucharystia odsyłająca nas do męki i zmartwychwstania, wyraża jednocześnie ciągłość z tajemnicą wcielenia. Zwróćmy uwagę: w Zwiastowaniu Maryja poczęła Syna Bożego w również fizycznej prawdzie Ciała i Krwi, uprzedzając w sobie to, co w jakiejś mierze realizuje się sakramentalnie w każdym wierzącym, przyjmującym pod postacią chleba i wina Ciało i Krew Pańską.

Dalej Jan Paweł II zauważa istnienie głębokiego podobieństwa między fiat, wypowiedzianym przez Maryje na słowa archanioła i amen, wypowiadanym przez każdego wiernego, gdy otrzymuje Ciało Pańskie. Fiat – niech mi się stanie, oraz Amen – rzeczywiście tak jest. To jest Ciało Chrystusa.

Także Matka Jezusa była wezwana do wiary, że Ten, którego poczęła za sprawą Ducha Świętego, jest Synem Bożym. Tajemnica eucharystyczna wymaga od nas wiary na wzór Dziewicy, że ten sam Jezus, Syn Boży i Syn Maryi, uobecnia się w cały swoim bosko-ludzkim jestestwie pod postaciami chleba i wina. Taka wiara łączy nas z Maryją. Podczas spotkania Elżbiety z Maryją, matka Poprzednika Pańskiego wypowiada znamienne słowa: „Błogosławiona jesteś któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane ci od Pana”.

Plik Worda do pobrania

Plik pdf do pobrania

Rozważanie na sobotę 4.04.2020 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Matka pięknej miłości

Tajemnica Bożego Narodzenia.

Maryjo, Matko przyjmująca życie, wyjednaj nam łaskę przyjmowania Słowa Twojego Syna. Pozwól zrozumieć, że Twój Syn pragnie rozjaśnić swym światłem naszą samotność. Wstawiaj się za nami, abyśmy pozwalali się uzdrawiać Jego miłości, aby mogła się ona zawsze rodzić się w naszych sercach.

Rozważanie

Maryja jest Matką Wcielonego Słowa. Dała Synowi Bożemu Ciało, dlatego jest Bogarodzicą. Powiedzieliśmy, że Wcielenie jest centralną tajemnicą chrześcijaństwa. Maryja jest Matką Pięknej Miłości. Wcielenie ma swój cel. Ono nie jest samo dla siebie. Ono ma swój sens. Celem Wcielenia jest objawienie istoty Boga, przekroczenie przepaści zionącej między człowiekiem a Bogiem na skutek grzechu. Bóg tak umiłował świat, że Syna Jednorodzonego dał. Bóg tak umiłował świat, że Wcielił się, sam stał się człowiekiem. Celem tajemnicy Wcielenia jest objawienie miłości Boga.

Matka Pięknej Miłości jest odblaskiem miłości Boga. Miłość Boga odbija się w Matce Jezusa. Tu dostrzegamy sens Niepokalanego Poczęcia: Maryja musiała być doskonałym odbiciem miłości Boga. Dziewica z Nazaretu jest dowodem, że Bóg jest miłością. Dowodem ostatecznym jest Jezus, wcielone Słowo. Maryja jednak uczestniczy w tym dowodzie, będąc matką wcielonego Słowa. Kontemplując Wcielone Słowo, poznajemy miłość Ojca. Maryja uczestniczy w miłości Ojca, ponieważ to Ona dała ciało Synowi. Bóg zechciał posłużyć się Nią, aby przekonać świat o swojej do niego miłości. Bogurodzica jest Matką pięknej, najczystszej miłości. Jest Matką najbardziej bezinteresownej i ofiarnej miłości.

Maryja jest Oblubienicą Boga. Prośmy, aby dopuściła nas do więzi łączącej Ją z Bogiem. To jest sens i źródło każdej innej miłości. Nie zrozumiemy, co znaczy, że Maryja jest dobrą żoną, Mamą Jezusa, przyjaciółką, sąsiadką, krewną, jeżeli wcześniej nie zrozumiemy, że Maryja jest Oblubienicą Boga.

Całe Jej życie jest włączone w bycie dla Boga. Zawołaniem Totus Tuus, którym Jan Paweł II tak chętnie się posługiwał, jest echem tego, co Matka Boża jako pierwsza powiedziała: Tota Tua, „Cała Twoja”, oto Ja, Służebnica Pańska. Oto źródło pięknej miłości.

Maryja nie jest Matką pięknej miłości dlatego, że jest Matką Jezusa albo dobrą żoną św. Józefa. Jest nią dlatego, ponieważ cała oddała się miłości. Źródłem miłości jest bycie do dyspozycji Boga. Jeżeli w naszym życiu nie funkcjonuje miłość, to nie z powodu złego charakteru, problemów z dzieciństwa, że taki jest świat, ale dlatego, że brakuje fundamentu – całkowitego powierzenia się Bogu. Brak zgody wewnętrznej i codziennej walki o to, aby Bóg przeniknął nas całkowicie.

Jak naród wybrany na pustyni kroczymy za obłokiem. Bóg często przyjmuje dla nas postać obłoku. Nie wchodzimy w ten obłok, nie dajemy się przeniknąć, nie pozwalamy zagarnąć się Stwórcy. Bo obłok Boga nie jest chmurką. On w nocy staje się słupem ognia. Dlatego człowiek odczuwa lęk, aby ogień nie strawił tego, do czego jest przywiązany. Człowiek boi się oddać to, co – jak mu się wydaje – należy do niego, nadając mu sens i cel życia.

Lęk przed wejściem z relację z Bogiem – Miłością osłabia miłość w każdym innym jej wymiarze, czyniąc ją wręcz nieludzką. Tak się dzieje, gdy człowiek nie chce, aby jego doświadczenie miłości było uczestniczeniem w miłości Boga.

Maryja jest dobrą matką, najlepszą ziemską mamą. Możemy prześledzić na kartach Ewangelii los tej dobrej Matki. Jest kilka pięknych obrazów Maryi jako dobrej matki. Wyobraźmy sobie miłość, z jaką pielgrzymowała z Nazaret do Betlejem Maryja, oczekując Jezusa. Ona jedna wiedziała. Św. Józef wierzył, że Jezus jest Synem Bożym.

Ucieczka do Egiptu. Ileż musiało być zaufania w kobiecie, która po urodzeniu Syna Bożego zostaje skazana na tułaczkę. Ikonografia docenia tajemnicę wygnania do Egiptu. To bardzo częsty motyw sztuki religijnej. Ale nie w stylu apokryfów, obdarzających obficie Maryję i Józefa złotem. Ucieczka do Egiptu była tak sam zwyczajna, jak narodzenie.

Szukanie Jezusa. Matka martwi się, jest zatroskana. Brakuje tego trochę w litanii. Litania Loretańska tylko nas pociesza. A można przecież pokazać, że Maryja się martwi, ma wątpliwości. Jest Ona także Matka naszych wątpliwości, stresów, nieporozumień.

Wszystkie rozmowy Jezusa z Mamą są konfliktowe. Maryja mówi: „Oto trzy dni szukaliśmy Ciebie” i zamiast rzucić się w ramiona, przepraszać, całować, Jezus odpowiada: „Czemuście mnie szukali?”. To jest ostry konflikt. Maryja nie rozumiała tego konfliktu.

Do podobnego konfliktu dochodzi w Kanie Galilejskiej. „Co Mnie i Tobie do tego, że nie mają wina? – pyta Jezus. – Jeszcze nie nadeszła godzina moja”. Matka rozważająca, pytająca, co miałoby znaczyć to słowo.

Pytanie zadane w Nazarecie: „Jakże się to stanie?”, będzie powracało w całym życiu Matki Bożej. Z pewnością pod krzyżem musiało być najmocniejsze, gdy trzymała w ramionach zmarłego Syna, musiała sobie zadawać to pytanie: „Jakże się to stanie?”. Nikt wcześniej nie miał doświadczenia zmartwychwstania.

Pocieszenie płynące od Maryi nie polega na tym, że Niepokalana usunie nasze wątpliwości. Maryja nas pociesza, wyjednując nam u Syna nadzieję, że również my, tak jak Ona, możemy przekroczyć nasze wątpliwości, powierzając w nich nasze życie Bogu.

Kolejny tytuł, który można by dorzucić do Litanii Loretańskiej, to Matka Walcząca. Owszem jest tytuł „Panna mężna”. Maryja walczy również jako Matka.

Maryja jest wzorem każdej miłości. Jest zatem rzeczą nadzwyczaj ważną, aby odkrywać Maryję jako Matkę czystej miłości. Przez ten świat nie da się przejść bez pragnienia czystości serca. Nie być chciwym. Nie pożądać. Czystość to bezinteresowność: cały twój.

Najbardziej nieczysta jest pych, dlatego miłość wymaga pokory. Prośmy o świadomość, że pokora jest źródłem czystości. Pokora uznaje, że wszystko otrzymuje się od Boga. Grzech pychy polega na tym, że człowiek sam bierze to, czego Bóg nie chce mu dać. Dlatego miłość wymaga mądrości. Dlatego liturgia Kościoła odnosi do Maryi fragmenty Ksiąg Mądrościowych.

Kwintesencją mądrości Maryi są Jej słowa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Gdy bowiem rozmawia z Jezusem, to się modli. Maryja jest świadoma Bóstwa swego Syna. Istotą modlitwy jest trwanie w obecności Boga, przebywanie przed Stwórcą. To najdoskonalej spełnia się w życiu Maryi od wcielenia w Nazaret do wniebowzięcia.

Maryja trwa nieustannie w obecności Jezusa. Modlitwa to najpierw trwanie w obecności. Modlitwa to nie najpierw nasze słowa, uczucia, działanie, ale modlitwa to świadomość obecności Boga. Prośmy o doświadczenie obecności Boga. Bez tej świadomości, modlitwa będzie działaniem pustym i sformalizowanym.

Wszystko w życiu duchowym mierzy się wolnością, ale wolnością przytomną i pełną miłości. Modlitwa chrześcijańska to także słuchanie Słowa Bożego. Maryja jest nam dana jako Matka słuchająca. W sposób przedziwny Jezus chwali ludzi obcych: Rzymian, kobietę Kananejską, Samarytan.

Natomiast nie chwali swojej Matki. Raz tylko udzielił Jej wielkiej pochwały. Gdy przyszłą z krewnymi Jezusa, a ludzie mówią do Niego: „Oto twoi krewni i Twoja Matka”. Zbawiciel odpowiada: „Któż jest moją Matką, kto jest moim bratem? Ten, kto słucha Słowa Bożego”.

To jest najpiękniejsza pochwała dla Matki. Jezus mówi: gdy będziecie słuchać Słowa Bożego, będziecie jak moja Mama. Widzimy w Ewangelii kilka scen mówiących o słuchaniu. Zwiastowanie to obraz panny słuchającej. Maryja słucha również w rozmowie z dwunastoletnim Jezusem. Najpierw wyraża swoje uczucia, bólu, cierpienia, potem słucha. Nie dyskutuje, ale słucha. Także Kana Galilejska jest sceną słuchania. Maryja słucha niezrozumiałych słów Syna. Ona słucha również pod krzyżem.

Prośmy Boga o postawę słuchania. O pragnienie bezpośredniego korzystania ze Słowa Objawionego.

Plik Worda do pobrania

Plik pdf do pobrania

Rozważanie na sobotę 7.03.2020 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Matka Czysta

Tajemnica Zesłania Ducha Świętego.

Maryjo, Służebnico Ducha Świętego, wyjednaj nam dar posłuszeństwa Duchowi Twojego Syna. Niech rozpala nasze serca, zalęknione i błądzące w ciemnościach. Naucz nas szacunku dla natchnień Ducha Świętego, nie pozwól nam marnować Jego darów. Pomóż rozpoznawać duchowe dary, którymi będziemy mogli służyć Kościołowi i każdemu człowiekowi.

Rozważanie

W starożytnym Rzymie, na wzgórzu Forum Romanum znajdowało się jedno z najświętszych dla Rzymian miejsc: świątynia Westy, bogini ogniska domowego i państwowego. Tym, co wyróżniało tę świątynię, był dzień i noc płonął ogień. Rzymianie wierzyli, że gdyby ogień ten zgasł, sprowadziłoby to na cesarstwo niewyobrażalne nieszczęście. O to, by płonień nigdy nie zgasł, dbały dziewicze kapłanki – Westalki.

Westalki otaczano ogromnym szacunkiem. Nie chodziły pieszo. Były zawsze i wszędzie niesione w lektyce. Jakakolwiek przemoc wobec nich, próba ich dotknięcia, już nie wspominając o uderzeniu, była karana natychmiastową śmiercią. A przecież była to kultura pogańska. Oparta zatem na ludzkich przemyśleniach, nie wolna od zabobonów, stąd lęk przed przypadkowym wygaśnięciem ognia. To była religia pogańska, owoc – owszem, prawego – ale jednak rozumu człowieka.

Jednak świat pogański dziewiczość bardzo sobie cenił. Do tego stopnia, że fundamentalny kodeks starożytnego Rzymu, prawo zapisane na dwunastu tablicach, zawierało zakaz karania dziewicy śmiercią. Świątynia bogini Westy i jej kapłanki – Westalki, to może najlepiej znany obraz olbrzymiego szacunku dla dziewiczości. Nie jest tu jednak starożytny Rzym wyjątkiem.

Podobne dziewicze kapłanki, strzegące świętego ognia, przeznaczone do służby w świątyni, miało wiele innych ludów oraz religii. Dlatego podziwiamy zabytki Rzymu, a studenci prawa na uniwersytetach zaczynają naukę od zgłębiania prawa rzymskiego.

Po innych kulturach, które sobie dziewictwa, czystości nie ceniły, a wręcz przeciwnie: kultywowały wartości dokładnie odwrotne, czyli niemoralność, rozwiązłość, pozostało niewiele. Te cywilizcje, kultury, religie, właściwie niczego do skarbca ogólnoludzkiej kultury nie wniosły.

Spójrzmy na nasza rzeczywistość. Wskazywane są różne problemy naszej współczesnej cywilizacji. Dostrzegane są różne braki, problemy. Można odnieść wrażenie, jakby uwadze praktycznie wszystkich umknął jeden brak, dotyczący wychowania, nie tylko szkolnego. Brak ten dotyczy wychowania młodego pokolenia w ogóle.

Narzeka się, że mało jest historii. Mało lekcji języka ojczystego. Zbyt rzadka jest sieć szkół. Może potrzeba by było więcej szkół technicznych? A może ogólnokształcących? Jesteśmy obecnie świadkami kolejnej reformy oświaty. Nie tylko rodzice, uczniowie, nauczyciele, ale każdy ma swój pogląd na to, jak ma wyglądać oświata.

Zwróćmy uwagę na jedne niepokojący szczegół: czego brakuje w wychowaniu młodego pokolenia? W przestrzeni wychowania i całej oświaty nie mówi się o dziewictwie. O wartości dziewictwa. Jego wartość dostrzegały prawie wszystkie kultury. Jakakolwiek krzywda wyrządzona dziewicy, przemoc wobec niej była karana śmiercią. Tak jest do dzisiaj w bardzo wielu kulturach.

Jak to wygląda u nas? Czy młodemu człowiekowi pokazuje się dziewictwo jako olbrzymią wartość? Jako wartość, dla której zachowania warto podjąć największy wysiłek. Czy tak się dzieje? Wierzę, że jest tak w wychowaniu rodzinnym. Ale w szkole?

Oto przychodzą do szkoły instruktorzy i uczą ludzi młodych intymnego bycia ze sobą. Uczą ludzi nieletnich. I niewielu protestuje. Opowiadała dziewczyna, że do jej szkoły też przyszli tacy instruktorzy, żeby ich uczyć, jak odbywać stosunek płciowy. Dziewczyna, ze wstrętu schowała się, żeby jej nie znaleźli i nie zmusili do słuchania tych ludzi. Taka bywa szkoła.

A w przestrzeni naszych relacji, rozmów: czy dziewictwo jest wartością wielką, jedną z największych? Czy jest wartością czystość?

Przychodzimy dziś przed Matkę i Dziewicę, przed Niepokalaną stajemy. Wyznajmy, że dla mnie dziewictwo jest wartością. W moich oczach czystość jest wartością nieprawdopodobnie wielką. Czystość przedmałżeńska i małżeńska. To jest lekcja płynąca z Niepokalanego Serca NMP. Serce Maryi zaprasza, abyśmy przyszli i Jezusowi wyznali: czystość jest dla mnie wartością.

Chyba każdy wie, co należy uczynić, aby było dobrze w państwie, w polityce. Jak ulepszyć oświatę, służbę zdrowia, gospodarkę. Co trzeba dziś uczynić, żeby było lepiej, żeby lepsza była młodzież, żeby w rodzinach było lepiej, żeby w małżeństwie było lepiej – co dziś trzeba zrobić? Ksiądz powie, że trzeba się modlić. Tak, owszem. Trzeba jednak jeszcze czegoś.

Po czym możnaby rozpoznać katolika? Co powinno wyróżniać chrześcijanina? Wszyscy zgadzają się, że rozwód to jednak jest problem. Już nie ma tak powszechnej zgody na temat mieszkania razem dwojga ludzi, którzy nie zawarli małżeństwa.

Dziś chrześcijanin to ktoś, kto bardzo sobie ceni dziewictwo. To nie jest słowo wstydliwe: dziewica i dziewiczy mężczyzna. Co się z nami stało, że się dziś ludzie wstydzą słowa dziewica? Że to słowo wywołuje uśmiech zakłopotania. Porozumiewawcze uśmieszki i dwuznaczne żarty. Żarty z dziewiczego wianka, który kiedyś był tak cenny. Wianek wity przez matkę dla dziewczynki przystępującej do I Komunii św. Wianek, który powinien się znaleźć na welonie panny młodej.

Przestano cenić sobie dziewictwo, czystość. Zaniechano mówienia o dziewictwie, przekonywania dziewczyn, że bycie dziewicą to wspaniałą sprawa i warto zachować czystość do ślubu. Z tego się ludzie śmieją. Cała Azja, cała Afryka cenią sobie dziewictwo. Tylko społeczeństwa bogate, syte z dziewictwa się wyśmiewają.

Skoro można wykpić dziewictwo i czystość, to znaczy, że można wyszydzić wszystko. Każdą inną wartość: przyzwoitość, uczciwość, wierność, lojalność, szacunek, honor. Wszystkie te bowiem wartości znajdują swój fundament w poszanowaniu sfery intymnej człowieka.

Jak uchronić młodych ludzi przed deprawacją? Trzeba sławić dziewictwo. Trzeba się tym słowem posługiwać. Trzeba często dziewczynie pleść dziewiczy wianek. Trzeba często wkładać dziewczynce na głowę wianek. Dziś trzeba sławić dziewictwo. Pochwalać czystość. I dziewictwa bronić. Trzeba unikać niemoralnych żartów, bo są wstrętne.

Istnieje olbrzymia potrzeba czyszczenia naszych myśli i naszej mowy. Uczyńmy wszystko, co w naszej mocy, by w naszej obecności nikomu nawet do głowy nie przyszło opowiedzieć niemoralny żart. Jeśli do takiej sytuacji dochodzi w naszym domu, mamy prawo komuś powiedzieć: „Przestań, to nie jest śmieszne. Nie życzę sobie, abyś w moim domu w ten sposób żartował”.

Zauważmy, że do mowy potocznej weszły słowa, których funkcją jest wyśmianie wstydu, kpina z dziewictwa. Słowa te są używane i nikt nie widzi problemu! Na własne życzenie mamy problemy, których przyczyną jest niemoralne prowadzenie się.

Ceńmy sobie wstyd. To jest błogosławiony mechanizm psychicznego bezpieczeństwa. Wstydliwość jest Bożym darem. Trzeba go więc strzec. Trzeba młodego człowieka chwalić za każdy przejaw wstydliwości: „Bardzo dobrze postąpiłeś. Pięknie się zachowałeś. Jestem z ciebie dumny”.

Rodzice i dziadkowie powinni wspierać dzieci i wnuki, mówiąc: „Bardzo dobrze, że się wstydzisz. Bardzo dobrze, że tego nie chciałeś oglądać, że wyszedłeś, gdy to pokazywali lub o tym mówili!”. Tak trzeba czynić, póki nie jest za późno.

Prośmy przez przyczynę niepokalanego, czystego Serca Maryi słowami starotestamentalnego mędrca: „Panie, Ojcze i Boże mego życia, nie dawaj mi wyniosłego oka, a żądzę odwróć ode mnie! Niech nie panują nade mną żądze zmysłowe i grzechy cielesne, nie wydawaj mię bezwstydnej namiętności!” (Syr 23,4-6).

Plik Worda do pobrania

Rozważanie na sobotę 1.02.2020 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Patrzeć wzrokiem wiary

Tajemnica Głoszenia Królestwa Bożego

Maryjo, Matko głosząca Chwałę Boga, Matko wskazująca na Syna, uczyń nas wrażliwymi i posłusznymi Słowu Twojego Syna. Bądź nam Mistrzynią w rozważaniu Bożego Słowa i we wprowadzaniu go w czyn. Bądź blisko nas, gdy odejdziemy przez grzech od Twojego Syna. Wyjednaj nam siłę, abyśmy wyruszyli w drogę powrotną do ojcowskiego domu. Uczyń nas specjalistami od stawiania pierwszego kroku.

Rozważanie

Nasze nabożeństwo to okazja, aby oddać chwałę Bogu, uczcić Matkę Najświętszą. Jednocześnie z naszego czuwania przy Maryi ma coś wynikać dla naszego codziennego życia.

Jako czciciele Matki Bożej, jak mamy żyć tu i teraz? Maryja uczy nas oddawania chwały Bogu. Ewangelia zanotowała Jej modlitwę, będącą pierwszą wskazówką. Dla nas szacunek, cześć dla kobiety, to coś oczywistego. Równość mężczyzny i kobiety jest czymś więcej niż oczywistym. Panie zajmują ważne stanowiska i nikogo to nie dziwi. To przecież normalne.

W czasach Jezusa i Jego Matki było zupełnie inaczej. Kobieta nie miała żadnych praw. Troszczył się o nią najpierw ojciec, potem mąż. Niekiedy byli jeszcze brat lub wuj. Zawsze był jakiś mężczyzna, który się o kobietę troszczył. Zeznanie kobiety był bezwartościowe, można było żonę wyrzucić, choć prawo przewidywało tę samą karę dla wiarołomnej kobiety i mężczyzny dopuszczającego się cudzołóstwa, to jednak okrutną śmiercią karano prawie wyłącznie kobietę.

Jezus wielokrotnie będzie ujmował się za kobietami, będzie piętnował ich nieuczciwe traktowanie.

Dla nas nauczycielką życia jest Maryja. Ona modli się: „Wielbi dusza Moja Pana” (Łk 1,46-55). Oddaje Bogu chwałę. Nie obraża się na Niego. Nie ma do Niego pretensji. Nie modli się do Stwórcy, aby ukarał tych, którzy niesprawiedliwie traktują ludzi, a zwłaszcza kobiety.

Maryja jest „pełna Ducha Świętego”, jak modlimy się w Litanii do Najświętszej Maryi Panny, Królowej Powołań Kapłańskich. Jesteśmy przez Maryję zachęcani, by w naszą modlitwę włączyć uwielbienie Boga. Obowiązek czci Boga, szacunku dla miejsc, przedmiotów, osób, tekstów służących hołdowi oddawanemu Panu.

Otrzymujemy od Maryi jedno proste wskazanie: nie wolno nam się godzić na cokolwiek, co uwłacza czci Boga. Jeżeli godzimy się, by poniewierać Bożymi sprawami, za chwilę zacznie się poniewieranie człowiekiem.

Jak zatem, na wzór Maryi, oddaję Bogu chwałę? To pytanie niech towarzyszy nam w naszej modlitwie i zamyśleniu. Czy jest coś, co w moim najbliższym środowisku mówi mi o Bogu? Życie człowiekowi się poprawia, gdy czci Boga. W uwielbieniu Stwórcy odkrywa człowiek najgłębszą motywację do czynienia dobra.

Ludzie mogą mojej pracy nie zauważyć, może jeszcze skrytykują, wyśmieją, ja jednak podejmuję dobro. Ale również czegoś nie zrobię, by moim działaniem albo moim sprzeciwem uczcić Boga.

Modli się dalej Maryja: „Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy” (Łk 1,47). Czy cieszę się, że jestem katolikiem? Ważne pytanie, dziś bowiem usiłuje się nam wmówić, że bycie katolikiem, to wstyd, że nie wypada być chrześcijaninem.

Czy wiara budzi moją radość? Czy cieszę się, że mogę przystępować do Komunii świętej, że mogę słuchać i czytać Słowo Boże? To nam tak bardzo znormalniało. Możemy bez wysiłku wyznawać wiarę, korzystać z sakramentów św. Bezpieczne praktykowanie wiary znormalniało nam.

Uraduj się wiarą. Uciesz się tym, że znasz Boga prawdziwego, że wyznajesz wiarę prawdziwą, że tyle o Bogu wiesz. „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię” (Łk 1,49). Potem następuje ta cudowna wyliczanka: „Rozprasza ludzi pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia” (Łk 1,51-53).

My jednak widzimy, jak się dzisiaj zło bezkarnie panoszy. Jak się dzisiaj kpi z Boga, z tego, co dla ludzi wierzących najświętsze. Narzekamy na butę, na arogancję możnych tego świata. Dziś często emeryt, rencista, ktoś życiowo niezaradny, społecznie wykluczony, jakie ktoś taki ma możliwości dochodzenia swoich praw? Jakimi możliwościami obrony dysponuje? Zobaczmy, ile powstało epitetów, godzących w ludzi społecznie słabych z racji wieku, pewnej niezaradności… Jak się pogardliwie o nich mówi! Ile powstało sposobów mówienia o całych kategoriach ludzi. My to widzimy. A jeżeli przejrzymy historię świata – ileż tam okrucieństwa, przemocy. Gdzież są te wielkie dzieła, to miłosierdzie z pokolenia na pokolenie? Gdzie ono było, gdzie ono jest?

Czy jednak tak jest naprawdę? Mały test: co nam dziś mówią takie imiona, jak Tiglat Pilezer III, Nabuchodonozor, Sennacherib? A gdy oni żyli, samo ich imię budziło niewyobrażalną trwogę. W czasach ich panowania nie było żadnych środków społecznego przekazu, żadnych instancji kontrolnych. Prawem było to, czego owi władcy chcieli. Jaki potworny strach budziła sama świadomość, że nadciągają wraz ze swoim wojskiem.

W średniowieczu modlono się: „Zachowaj nas, Panie, od wściekłości Normanów”, czyli Wikingów. Co nam dziś mówi takie nazwisko: Robespierre? Samo brzmienie nazwiska tego złoczyńcy czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej budziło paniczny lęk.

A nasze czasy? Są wśród nas pamiętający czasy III Rzeszy, co miała trwać tysiąc lat, i bratni związek, co cały ludzki ród miał ogarnąć. Nie stało się ani jedno, ani drugie. Iluż to już za naszej pamięci było takich wszechmocnych ludzi? Kto pamięta, jak się nazywał? Ilu było takich, co przechwalali się, czym będą sterować? Gdzie są dziś? Jednych zastrzelili, innych skazali, jeszcze inni zniknęli z życia publicznego. A tyle przecież mogli. Wydawali się nieusuwalni.

Wiara zatem poszerza perspektywę patrzenia. W oczywisty sposób żyjemy w teraźniejszości. Żyjemy tu i teraz. Wprawdzie mamy pamięć i również wybiegamy w przyszłość, bo musimy. Jaka to jednak przyszłość? Nawet jeśli medycyna wciąż robi postępy, to ile możemy żyć? Sto lat? Dwieście? Chyba byśmy nawet nie chcieli tyle żyć.

W przestrzeni, którą jesteśmy w stanie ogarnąć umysłem, dostrzegamy dziejące się zło. Odnosimy wrażenie, że ono tryumfuje. Tak rozumowali również ludzie żyjący przed nami. Mieli dokładnie ten sam problem. Właśnie tę perspektywę, wybiegającą trochę w przeszłość i nieco w przyszłość.

W perspektywie człowieka nie widać tego, o czym mówi Maryja. Jest to bowiem tekst prorocki. Maryja  żyje w wybitnie trudnej sytuacji historycznej i politycznej. Pod względem trudów życia jest ona nieporównywalna z naszymi czasami. Jej ojczyzna nie jest niepodległym państwem. Palestyna została podbita przez Rzym. Wprawdzie panuje w nim prawo, jest to jednak surowe prawo. Sami Rzymianie mają tego świadomość, stwierdzając „twarde prawo, ale jednak prawo”.

Czasy Maryi wcale nie były przestrzenią równości. Nie istniały systemu budujące społeczne socjalne bezpieczeństwo. Zatem perspektywy życia nie były atrakcyjne. Jednak wewnątrz takiej sytuacji ta niezwykła kobieta wielbi Boga za dobro, którego wcale nie widać.

Maryja zostawia nam więc ogromnie ważną lekcję: tylko w wierze możliwe jest świętowanie tego, co dzieje się w niebie. Co takiego dzieje się w niebie? Jezus Chrystus ma całą wieczność. Jego i nasz Ojciec również dysponuje całą wiecznością, by człowiekowi wynagrodzić wiarę.

Ojciec Niebieski wynagradza w niebie Maryi to, że w Betlejem nie było miejsca dla Niej i Jej Dziecka, wynagradza ucieczkę do Egiptu i Wielki Piątek.

Wiara nie tylko pozwala nam spoglądać na dzieje ludzkości na ziemi wzrokiem nadprzyrodzonym. Wiara wyprowadza nas poza czas mierzalny, jakim się posługujemy. Maryja uczy nas jednak, że jest to przede wszystkim czas działania Boga.

Plik Worda do pobrania

Rozważanie na sobotę 4.01.2020 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Dostrzegać godność każdego człowieka

Tajemnica Ukoronowania Najświętszej Maryi Panny

Maryjo, Matko tkliwa i potężna, Towarzyszko naszych dróg, wyjednaj nam dar szacunku dla każdej kobiety. Uczyń nas ludźmi wrażliwymi na drugiego człowieka. Umocnij kroki nas, pielgrzymów ulegających zmęczeniu, wspomóż nas w poszukiwaniu Oblicza Pańskiego. Obyśmy za Twoim wstawiennictwem stawali się ludźmi coraz bardziej wrażliwymi na Boży obraz i podobieństwo, obecne w każdym człowieku.

Rozważanie

W powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Hrabina Cosel znajduje się taka scena: kilku dworzan króla Augusta II Mocnego licytuje się podczas pijackiej biesiady urodą znanych sobie kobiet.

„– Kochana akcyzo! — zawołał głośno — wstyd mi za ciebie, kłamałaś bezwstydnie i to w obec króla jegomości, żartowałaś sobie z nas i z niego. Przypuszczam chętnie, że żona takiego łotra jak ty i kobieciarza, nie może być koczkodanem, ale do Wenery i bogini, a nawet do księżnej Teschen ją porównywać, to były żarty!

Hoymowi znowu wino grało w głowie.

– Com mówił – rzekł z gniewem – to była prawda!

– Stawię tysiąc dukatów w zakład — o! — krzyknął Fürstemberg — że żona twoja od innych dam dworu piękniejszą być nie może…

Hoymowi dolewano wina… akcyza piła z rozpaczy…

— Trzymam zakład! — zgrzytnął zębami blady i pijany — trzymam…

Być może mamy tu do czynienia z jedną z najmocniejszych scen w literaturze światowej, opisującą pogardę dla kobiety żywioną przez zdegenerowanych mężczyzn.

Chciejmy przy okazji naszego nabożeństwa w duchu wiary rozważać o kobiecie, jej równości, a jednocześnie o jej wyjątkowości. Chciejmy się dziś modlić za wszystkie kobiety, jakie Bóg postawił nam na drodze życia. Będziemy dziś wspominali przede wszystkim nasze matki, żyjące i zmarłe, ale także matkę chrzestną, babcię, nauczycielki, może lekarki, kobietę, w której odkryłem miłość mojego życia, inne jeszcze kobiety, które z jakiegoś powodu były lub są dla nas ważne.

W patrzeniu na kobietę widać ogromną dwuznaczność: z jednej strony deklarowany szacunek, nikt nie kwestionuje wysiłku i pracy kobiet. Ustępuje się jej miejsca, całuje w rękę i przepuszcza przodem.

Spełnia się toast za zdrowie pań, dawnymi czasy toast ten z kawalerska fantazja spełniano z damskiego trzewiczka… Przy kobiecie się nie przeklina, nie wolno jej też uderzyć nawet kwiatem… I cała poezja: do kobiety i o kobiecie, pisana przez mężczyzn…

Z drugiej jednak strony pornografia ma się niestety dobrze. Nie słychać też, aby ogłaszały upadłość przybytki uciech… I w męskim towarzystwie bez żenady opowiada się nierzadko sprośne anegdoty…

Warto zobaczyć, że chrześcijaństwo głosił Dobrą Nowinę, której istotnym elementem jest promocja i obrona kobiety. Chrześcijaństwo jako system religijno-etyczny torowało drogę kobieto w świecie, który ich nie szanował, który je poniżał, wykorzystywał.

Platon pisał: „Powinno się dziękować bogom, że jest się mężczyzną, bytem wolnym od braków”. Zrozumiałe więc, dlaczego to Pandora spowodowała rozprzestrzenienie się wszelkiego zła, skoro bogowie, chcąc się zemścić na ludziach, wynaleźli kobietę i wraz z nią sprowadzili na świat bierność, wielość, materię, bezład.

W swej historii nie raz upominał się Kościół o godność, o prawa, o człowieczeństwo kobiety. Bo nieprzerwanie w świadomości Ludu Bożego i w jego modlitwie była obecna prawda, którą dziś wyznajemy, że Maryja z duszą i ciałem została wzięta do nieba. Cześć dla Dziewicy i Matki do nieba wziętej przybierała w Kościele różne formy: ukazywania ideału czystości i dziewictwa dla Królestwa Bożego, zdecydowanej obrony nierozerwalności małżeństwa, nie będącej niczym innym jak obroną kobiety przed upokorzeniem i życiem w skrajnej nędzy.

W 1534 r. papież Klemens VII wolał pogodzić się z oderwaniem przez Henryka VII Królestwa Anglii od Kościoła katolickiego, aniżeli wyrazić zgodę na oddalenie przez monarchę prawowitej żony, Katarzyny Aragońskiej.

Potrafił też Kościół odrzucić wszystkie nurty refleksji teologicznej, które chciałyby uzasadnić umniejszanie godności i znaczenia kobiety. Za wierność Jezusowi Chrystusowi, który wziął swoją Matkę z ciałem i duszą do nieba, i który wciąż chce, by w Jego Kościele głoszono świętość kobiety, płacił także Kościół nieraz wielka cenę. Czasem był to otwarty atak lub wrogość, kiedy indziej, tak jak dziś: szyderstwa, kpiny, oskarżenia o wstecznictwo, o powodowane stresów…

Chciejmy dostrzec, że wierna obrona przez Kościół zasad moralnych dotyczących korzystania z daru przekazywania życia, będąc aktem wierności Bogu i Jego nauce, jest jednocześnie obroną kobiety i wyrazem szacunku dla niej. Jest obroną kobiety przed manipulacją, przed urzeczowieniem, przed wykorzystywaniem, przed wyrządzaniem kobiecie nieraz bardzo poważnych krzywd.

Jest także hołdem złożonym kobiecie, gdyż każdy akt szacunku czy obrony kobiety, jest hołdem złożonym Ozdobie Paradyża, Królowej diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Tak teologiczny wymiar szacunku dla kobiety rozumiał Prymas Tysiąclecia: „Z woli Bożej jestem znowu wśród gromady kobiet. Zapamiętaj sobie: ilekroć wchodzi do twego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż byłbyś najbardziej zajęty. Wstań, bez względu na to, czy weszła matka przełożona, czy siostra Kleofasa, która pali w piecu.

Pamiętaj, że przypomina ci ona zawsze Służebnicę Pańską, na imię której Kościół wstaje. Pamiętaj, że w ten sposób płacisz dług czci twojej Niepokalanej Matce, z którą ściślej jest związana ta niewiasta niż ty. W ten sposób płacisz dług wobec twej rodzonej Matki, która ci usłużyła własną krwią i ciałem…

Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą męską wyniosłość i władztwo… Wstań nawet wtedy, gdyby weszła najbiedniejsza z Magdalen… Dopiero wtedy będziesz naśladować Twego Mistrza, który wstał z tronu po prawicy Ojca, aby zstąpić do Służebnicy Pańskiej… Wtedy dopiero będziesz naślasdował Ojca Stworzyciela, który Ewie na pomoc przysłał Maryję… Wstań, bez zwłoki, dobrze ci to zrobi” (Komańcza, 8 grudnia 1955).

Trzeba nam dziś dostrzec koniecznie, że dyskusja wokół roli kobiety i jej godności wcale nie została zamknięta raz na zawsze wraz z przyznaniem je takich lub innych praw.

Nie brakuje zakładów, mających kobietę za przedmiot, zakładów równie odrażających jak opisany przez Józefa Ignacego Kraszewskiego, a nawet jeszcze bardziej. Są one, podobnie jak inne zachowania, urągające czci dla kobiety, są smutnym świadectwem męskich kompleksów, lęków, a najbardziej – grzechu.

Dziś spójrzmy na siebie jako na wezwanych do głoszenia chwały Matki Bożej. Każda prawda wiary jest po coś. Nie jest teorią, z której wynika niewiele albo zgoła nic. Każdą prawdą wiary warto i trzeba żyć.

Warto dziś zapytać siebie, za którą kobietę, żyjącą lub zmarłą, powinienem się szczególnie modlić? Którą kobietę powinienem przeprosić? Przepraszajmy dziś za sięganie po publikacje obrażające godność kobiety. Przez wstawiennictwo Paradyskiej Pani, ale także Ucieczki Grzeszników, prośmy Boga o wybaczenie słów, zachowań raniących godność kobiety. Prośmy Ozdobę Paradyża, Mistrzynię wiary, aby nam wyprosiła łaskę zrozumienia, że do pełni chrześcijaństwa, do pełni wiary, potrzebujemy rozumienia godności kobiety i mężczyzny. Prośmy, aby spełniło się na nas błogosławieństwo średniowiecznej modlitwy: „Ktokolwiek czci żeńską twarz, Matko Boża, tego tym obdarz: Przyjmij go za sługę swego, zachowaj przed grzechem śmiertelnym. I też od zgonu nagłego” (O zachowaniu się przy stole).

Plik Worda do pobrania

Rozważanie na sobotę 7.12.2019 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Wierzyć, nie rozumiejąc

Tajemnica Zwiastowania Pańskiego. 

Maryjo, Matko Oczekiwania, daj nam oliwy, aby nie zgasły nasze lampy. Jeżeli dziś tak często nie potrafimy już czekać to dlatego, że wszystko chcemy zrozumieć, zmierzyć i zbadać. Wierzymy już tylko w to, co widzialne i dotykalne. Strażniczko Tajemnicy, wzbudź w nas na nowo szacunek dla tajemnicy, dla tego, co niewytłumaczalne. Uczyń nas sługami tajemnicy, naucz strzec tajemnicy aż do czasu, gdy stanie się pełną miłości pewnością.

Rozważanie

Gdy czytamy Ewangeliczne rozmowy Jezusa ze swoją Matką, szybko stajemy bezradni wobec otaczającej je tajemnicy. Pierwsza – bardzo trudna – rozmowa Jezusa z Maryją odbywa się w świątyni. „Czemu Mnie szukaliście?” (Łk 2,49). Co to jest w ogóle za wypowiedź? „Czy nie wiedzieliście?” (Łk 2,49), trudne pytnie. 

Później zapada zasłona milczenia na bardzo wiele długich lat. Trzydziestoletniego Jezusa zobaczymy w Kanie. Tam odbędzie się kolejna rozmowa. Uprzejmi ludzie zaprosili Jezusa. Nie wypadało nie zaprosić Jego Matki, zwłaszcza, że jest wdową. Gdyby nią nie była, zaproszono by także Józefa. „Synu…” „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4). 

Minie trochę czasu, krewni Jezusa dojdą do wniosku, że „odszedł od zmysłów” (Mk 3,21). Chcą Go sprowadzić do Nazaretu. Razem z nimi pójdzie Jego Matka. Ktoś taktownie zwróci Mu uwagę: „Jest Twoja Matka, są też twoi krewni, chcą z Tobą mówić” (por. Łk 8,20). Słuchacze usłyszą odpowiedź: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21). Ostatnią, może najtrudniejszą wypowiedź, Jezus skieruje do Matki z krzyża: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19,26). To wtedy jest Matką „przyjmująca pod krzyżem Jana za syna”. Słyszy jednak nie: „Mamo”, lecz: „Niewiasto”. 

Wszystkie co do jednej rozmowy Maryi z Jezusem są bardzo trudne. Ich sensu nie rozumiemy ani my, ani Ona. Może również dlatego Matka naszego Pana jest nam tak bliska? Bo nasze rozmowy też są trudne. Żeby ktoś tylko powiedział: „Niewiasto”. Ale mąż do żony potrafi się odezwać słowem o wiele bardziej raniącym. Żony nie bywają mężom dłużne. Rozumiemy jednak, że to nie prowadzi do niczego dobrego. 

Rozmawiamy o ważnych sprawach. Gdy narzeczony naradza się z narzeczoną, to rozmawiają o ważnych sprawach. Gdy kłócą się małżonkowie, to są to sprawy ważne, choć z boku patrząc, wydawałyby się błahe. Z dorastającymi dziećmi nie ma łatwych rozmów. 

Trudne rozmowy często przeradzają się w krzyk, we wzajemne obrażanie siebie. Większość naszych rozmów to są trudne rozmowy. Możemy powiedzieć, że Maryja cierpliwie słuchająca modlitw jest Matką i Patronką trudnych rozmów. Dlaczego rozmowy Maryi są tak trudne? Bo to nie jest zwyczajne Dziecko. To jest Syn Boga, którego wspomaga w Jego zbawczej misji. Nawet jak ma 12 lat, to nie jest zwyczajne Dziecko. To nie jest zwyczajny Syn. 

I tak odkrywamy coś ważnego, że nie są proste nie tylko nasze rozmowy z żoną, mężem, z dziećmi, nawet z rodzoną siostrą i z bratem, nawet z własnymi rodzicami, będącymi w podeszłym wieku. 

Także nasza rozmowa z Bogiem, czyli modlitwa, nie jest łatwa. Wystarczy pomyśleć o modlitwie podejmowanej po niewysłuchanej prośbie, żeby mama albo tato odzyskali zdrowie, a tymczasem jest już po pogrzebie. Co ja ma teraz Tobie, Panie Jezus, powiedzieć, gdy się modliłem o tyle spraw? 

Co ja mam Tobie teraz, Panie Jezu, powiedzieć, gdy mąż znowu przyszedł pijany? I tak już dzieje się wiele długich lat. Co ja mam Tobie, Panie Jezu, powiedzieć, gdy zostawiła mnie żona, gdy córkę zostawił zięć? 

Większość naszych modlitw jest bardzo trudnych. Inaczej jednak nie będzie. Dlaczego inaczej nie będzie? Ponieważ nie będzie nam na ziemi dane poznanie całości woli Bożej. Bóg nam objawił to, co jest potrzebne, abyśmy osiągnęli zbawienie – wyłącznie z Jego łaski – innym zaś, zwłaszcza współmałżonkowi i dzieciom, do zbawienia dopomogli. Całej jednak reszty woli Bożej po prostu nie znamy. 

Tak jak Maryja nie wie wszystkiego o swoim Synu. Nie rozumie, czemu tak się dzieje. Może Jej wyjaśniał różne rzeczy. Może przyszedł do Niej po zmartwychwstaniu, bo niepodobna, żeby Jej nie odwiedził.

Taka jest nasza wiara, którą powierzamy wstawienniczej opiece Tej, która jest wzorem posłuszeństwa. Nasza wiara nie jest wymysłem człowieka, dlatego nie mamy gotowych odpowiedzi na wszystko, jak wyznawcy innych religii. Na przykład, że to jest twój los, twoje przeznaczenie. Masz za swoje cierpieć, dlatego cierpiącemu nie należy pomagać. Jeśli był dobry, odrodzi się gdzieś tam jako kolejny człowiek lub zwierzę lub kamień. 

Nie znamy i nie poznamy na ziemi wszystkich odpowiedzi. Co z tego wynika? To, że mamy być ludźmi wiary. Nie wiedzy, ale wiary. 

Naśladować Matkę Najświętszą, to być człowiekiem wiary: nie rozumiem, ale wierzę, że to ma sens, którego może nawet nie przeczuwam. Tobie, Boże, wierzę. Wierzę, że tak zrządziłeś. I że to ma wielki sens. 

Maryja jest Mistrzynią trudnej wiary, która nie ma gotowych odpowiedzi na wszystko. Na najtrudniejsze pytanie w ogóle nie ma odpowiedzi. Na pytania zaczynające się od „dlaczego?” odpowiedź brzmi: „Nie wiem”.

A jednak przeczytamy jeszcze, że w Wieczerniku uczniowie przebywali razem z Maryją, Matką Jezusa (por. Dz 1,13-14). Z jedenastoma uczniami oraz grupą innych uczniów była Jego Matka. Jest Matką wspólnoty uczniów. Tak, to jest wiara. Trzeba na wiarę przyjąć, że tak trzeba, że Bóg w tym widzi jakiś sens. Trzeba się zgodzić na trudne rozmowy. 

Może ważnym owocem naszego maryjnego czuwania będzie zgoda na odbycie jakiejś trudnej rozmowy? Takiej bez krzyku, bez wyzwisk, bez oskarżeń: „bo to wszystko twoja wina, bo w twojej rodzinie zawsze tak było, bo ty zawsze, bo ty nigdy…”.

Zgoda na trudną rozmowę: „Bardzo mnie boli, gdy tak postępujesz; martwię się twoją sytuacją. Może zasiądziemy do takiej bardzo trudnej rozmowy, choćby trwającej bardzo długo?”.

W której nie powiem, że kogoś nienawidzę, ale że mam żal. Trzeba to sobie powiedzieć. Najważniejsze rozmowy są trudne. I bolą. One jednak leczą. Prawda to najsolidniejszy fundament, jaki może być. Człowiek ma prawo również Panu Bogu powiedzieć, że ma żal. Iluż to bohaterów Biblii miało do Pana Boga żal. 

Jeremiasz powie: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20,7). Hiob dojdzie do wniosku, że lepiej by było dla niego, gdyby się nie urodził (por. Hi 3,3). Jonasz ucieka przed Bogiem, a Piotr zapyta wprost: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” (Mt 19,27). Stwórca się na tych ludzi nie obraża. Spokojnie wyjaśnia tyle, ile uzna za stosowne. 

Tak, nie mamy odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Tak, nie wiemy, dlaczego coś się stało lub nie wydarzyło. Jesteśmy jednak ludźmi wiary. Wierzę więc, że Ty, Boże, w tym dostrzegasz sens. Wierzę, że tak jest dla mnie dobrze. Wierzę, że to jest Tobie, Boże, potrzebne. 

I ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że taka wiara jest wystarczająco mocna, by tyle pokoleń Polaków przeprowadzić przez popowstańcze zsyłki, przez okropieństwa wojny, niemieckich obozów koncentracyjnych, sowieckich łagrów, powojenną tułaczkę… 

Ta wiara, która ma tyle niewiadomych, ma z drugiej strony tak wielką moc, że człowieka przez te wszystkie doświadczenia przeprowadziła. Przeprowadzi również nas. Także nam pomoże. W nie łatwych czasach. Zresztą, które były łatwe? Wiara, która każe przyjąć na słowo, że tak jest i tak ma być. Wiara, która każe trwać przy Jezusie i Jego Kościele. Ta wiara nas przeprowadzi. 

Można się oczywiście na Pana Boga obrazić. Można odejść. Tylko dokąd? Odejście od wiary to jest zawsze odejście w rozpacz i bezsens. Wiara to pretensje, łzy, ból i żal do Pana Boga, ale to nie jest rozpacz. To nie jest bezsens. Wiara i bezsens to są dwie różne sprawy. 

Maryja, spokojnie słuchająca bardzo trudnych, niczego niewyjaśniających słów swojego Syna, jest dalej Jego Matką. Trwa przy Nim. Gdy Go już nie będzie, pozostanie z Jego uczniami. Ponieważ jest Matką Kościoła. Uznała, że warto być z tymi, którzy wierzą, że Jej Syn jest Bogiem. Podobnie jak my. I tak to już trwa 2000 lat. Wiara będzie trwała również wtedy, gdy nas nie będzie. Tej wiary nie chciejmy się wyrzec.

Plik Worda do pobrania

Rozważanie na sobotę 2.11.2019 r.

o. Waldemar Polczyk OFM

Matka Słowa, które się wydarza

Tajemnica Znalezienia Pana Jezusa.

Maryjo, Matko znajdująca Słowo i wypełniająca je, wybłagaj nam dar uważnego słuchania Słowa Boga. Wstawiaj się za nami, abyśmy się Bożego Słowa nie bali, abyśmy chcieli zawsze wprowadzić to Słowo w czyn. Niech Słowo Ojca Przedwiecznego waży więcej niż słowo człowieka. Chcemy na Twój wzór, Maryjo, żyć Słowem, które wychodzi z ust Bożych.

Ewangelie opowiadające o Matce Bożej są dla nas szkoła życia. Maryja, „Matka wspólnoty Uczniów”, „Matka pomagająca odkryć powołanie do służby w Kościele”, uczy nas życia podobającego się Bogu. Wejdźmy najpierw do domu w Nazarecie, by przysłuchać się scenie Zwiastowania. Co w tej scenie uderza? Uderza to, że Maryi nic nie zostaje wyjaśnione. Co to bowiem znaczy: „Pełna łaski”? (Łk 1,28). Co znaczy odpowiedź: „Duch Święty zstąpi na Ciebie” (Łk 1,35) udzielona na Jej pełne skromności pytanie: „Ale jak to będzie? Jestem dopiero narzeczoną, nie jestem jeszcze małżonką?”.

Nie tylko w przestrzeni wiary, ale i w naszym życiu tak wiele spraw jest i pozostanie niezrozumiałych. Jak trudno jest czasami wyjaśnić żonie, mężowi, dzieciom różnego rodzaju sytuacje życia małżeńskiego, rodzinnego. Tak często powtarzamy z jakąś bezsilnością: „Ty niczego nie rozumiesz” albo prosimy: „Zrozum mnie! Spróbuj mnie zrozumieć!”. Jak często prosimy: „Zaufaj mi! Nie potrafię wyjaśnić tobie, dlaczego tak czuję, myślę, ale: zaufaj mi!”.

Scena Zwiastowania, scena „wybrania przed wiekami”, uczy najpierw zgody na niezrozumienie. Zgody na to, że wiele spraw zrozumiem z czasem. Że są sprawy, które staną się dla mnie jasne pod koniec mojego życia. Że są sprawy. które zrozumiem, gdy będę już z drugiej strony życia. Może jest też coś, czego nie zrozumiem nawet tam. I że to jest w porządku, że nie zrozumiem. Uczy tego Służebnica Pańska, pełniąca wolę Boga nie rozumiejąc jej. Maryja nie domaga się wyjaśnień, gwarancji. Wypowiada natomiast słowa tak ważne, że i my je powtarzamy trzy razy w ciągu dnia: rano, w południe i wieczorem: „Oto Ja, Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38).

Trzeba, aby słowa te były programem naszego życia, aby stały się modlitwą: „Chcę, aby moim życiu wszystko działo się bezustannie według Słowa Boga”. Jak bardzo boleśnie przekonujemy się, jak mało warte jest słowo człowieka. Chciałoby się zawołać: gdzie te czasy, gdy słowo polskiego szlachcica szanowali nawet innowiercy i wrogowie. Jeśli ten człowiek dał słowo, to go na pewno dotrzymał. Gdzie te czasy!

Gdzie te czasy, gdy mężczyzna wstydził się nie dotrzymać słowa. Gdzie te czasy, gdy rzemieślnik, szewc, mechanik, jeśli obiecał, że rzecz oddana do naprawy będzie gotowe w określonym terminie, to tak było. Co się stało ze słowem człowieka?

W całej toczącej się dyskusji wokół sakramentalności małżeństwa, wokół dopuszczanie osób związanych powtórnym węzłem cywilnym do Komunii św. chyba nam umknęło pytanie: „Człowieku, to co jest warte twoje słowo dane w obliczu Boga?”

Jeśli gdzieś takie osoby przystępują do sakramentów świętych, to jest to nadużycie. Tam, gdzie tak się dzieje, ponieważ tam się nie szanuje słowa.

Dlatego niech słowa Maryi, „przykładu chrześcijańskiego życia”, staną się naszą prośbą, żeby nam się działo w życiu według Słowa Boga. To jest pokorna modlitwa, aby w naszym życiu działo się tak, jak Bóg chce, a nie tak, jak chce człowiek.

Zauważmy, jak bardzo boli nas, gniewa i denerwuje, gdy ktoś chce nas uszczęśliwić na siłę. I daje nam do zrozumienia albo mówi wprost, bez ogródek: „Jesteś za głupi, by to zrozumieć, jesteś niedorajdą, ja lepiej od ciebie wiem, co jest dla ciebie dobre i czego naprawdę potrzebujesz”. Jak bardzo się wtedy denerwujemy, gdy nam ktoś mówi, że wie lepiej od nas, czego chcemy, co mamy myśleć i jakie są nasze potrzeby. Nikt z nas nie chce złotej klatki. Zauważmy, że również Pan Bóg w klatce nas nie zamyka. Można nie pełnić woli Boga. Wtedy jednak bardzo często muszę pełnić wolę innego człowieka. Inaczej usłyszę: „Nie podoba się tobie? Na twoje miejsce znajdę dziesięciu chętnych”.

Boimy się woli Bożej, myślimy, że wola Boga to cierpienie, choroba, niepełnosprawność, w końcu śmierć. Czy tak jest? Chyba jednak nie. Skąd wiemy, że jednak nie? Z przyglądania się ludziom, którzy pełnili wolę Bożą. Zobaczmy, jak odruchowo mówimy dobrze o dziadkach oraz o rodzicach. Niemal automatycznie stawiamy własnym dzieciom za wzór naszych rodziców. Powiadamy: Dziadek byłby z ciebie dumny; babci by się to nie podobało. Mówimy: Moi rodzice byli bardzo wierzący. To zaś znaczy, że pełnili wolę Boga. Ich życie było piękne. Tak nam bardzo rodziców brakuje, gdy już odeszli do domu Ojca w niebie.

Obydwie wojny, popełniane przestępstwa, nie były ani nie są wolą Boga. Wola Stwórcy wyrażona jest w dziesięciu przykazaniach. Nie jest wolą Boga, aby ludzie się ranili, zachowywali niemoralnie, kłamali… Dlatego ze słów Matki Bożej trzeba nam uczynić program życia. „Niech mi się stanie według twego słowa”.

W Dzienniczku św. Siostry Faustyny Pan Jezus opowiada świętej zakonnicy, w jaki sposób zabiega o nawrócenie grzesznika. Mówi Zbawca: „Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem moim, wpadną w sprawiedliwe ręce moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze na nich czekam, wsłuchuję się w tętno ich serca, gdy uderzy dla mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie moje łaski, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im, czego pragną” (Dz. 1728).

„I daję im, czego pragną”. Spróbujmy pozostać z doniosłością tej myśli. Nie tego chciałem dla ciebie, człowieku. Skoro jednak tak bardzo tego chcesz, to proszę. Tak rozumują ludzie: „Ksiądz mi nie będzie mówił, jak mam żyć, ksiądz nie będą mi rozkazywał. Będę pełnił moją wolę!”.

Mam zatem, czego chcę: pod dostatkiem doznań emocjonalnych, mężczyzn, kobiet, pieniędzy, rozrywek… Czy ludzie są od tego szczęśliwi, że robią to, co chcą? Pamiętamy to wszyscy ze szkoły: kolega lub koleżanka, którzy się nie uczyli i robili, co chcieli. Wagarowali, dostawali jedną po drugiej ocenę niedostateczną. Zostawali na drugi rok w tej samej klasie. Niewątpliwie robili, co chcieli. Gdzie są dziś? Jeśli w ogóle jeszcze są na tym świecie?

Prośmy razem z Maryją, aby nie działa się w naszym życiu wola człowieka, bo jest ona bardzo mała. My siebie samych ledwo znamy, co dopiero innych ludzi. Dlatego najmądrzejsze, co mogę powiedzieć dziecku: „Życzę tobie, aby się w twoim życiu działa wola Boża. Czy ja wiem, co jest dla ciebie dobre? Wydaje mi się, że byłoby dobrze, gdybyś poszedł na studia. Nie bardzo chcę, żebyś wyjechał za granicę. Tak naprawdę jednak nie wiem, co jest dla ciebie dobre. Niech się więc w twoim życiu dzieje wola Boża. Wtedy bowiem będziesz szczęśliwy. Nie będzie ci może wygodnie, ale będziesz wiódł szczęśliwe, udane życie”.

Czy w ogóle jest możliwe, aby człowiekowi przez całe życie było lekko, łatwo i przyjemnie? Rozumiemy, że tak się nie da. W ludzkie życie wpisany jest pot, łzy i ból. Mimo to człowiek może być szczęśliwy, gdy pełni nie swoją wolę, lecz wolę Bożą. Zawsze dla człowieka najlepszą.

Człowiekowi tylko się wydaje, że może być szczęśliwy już nie tylko obok Pana Boga, ale przeciwko Niemu. Największych cierpień przysporzyli innym ludziom ci, którzy chcieli zbudować raj tu, na ziemi. Tymczasem budowali jedynie wielkie obozy koncentracyjne i gułagi.

Dlatego, choć tylu spraw z naszego życia nie rozumiemy, codziennie z wielkim przekonaniem powtarzajmy za Maryją: „Oto Ja, Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38). Wtedy moje życie będzie trudne, i to jeszcze jak trudne, ale będzie miało sens. Dopiero po czasie zorientuję się, że pełniąc wolę Bożą, byłem szczęśliwy.

Plik Worda do pobrania